#PODRÓŻNIK# cz. 21 Przygoda pociągowa

Podróż pociągiem często odbywa się z przygodami i zawirowaniami (przynajmniej w moim przypadku). Tym razem też tak było. Dawno nie jechałam pociągiem - czasy studenckie przeminęły - w pociągu nie mam choroby lokomocyjnej to żeby nadrobić zaległości w czytaniu wybrałam właśnie pociąg jako środek lokomocji na weekendowy wyjazd.
Pierwsza przygoda zaczęła się na dworcu w Gorzowie. Z racji remontu całej estakady pociągi dojeżdżają tylko do jednego punktu i wracają s powrotem a pasażerowie, którzy chcą jechać dalej są przewożeni busem na dworzec główny. Pociąg przyjechał planowo, ale kierunek jazdy miał wpisany Kostrzyn. Ja jako miejscowa teoretycznie wiedziałam, że on dalej nie pojedzie i będzie wracał do Poznania, ale ludzie narobili takiego zamieszania, że sama zgłupiałam i zastanawiałam się czy to właściwy pociąg. Oczywiście był właściwy, ale kierunek jazdy zmienił dopiero przed samym wyjazdem, ludzie mogli się mylić. Ta podróż dalej zakończyła się bez przygód i szczęśliwie dojechałam na miejsce. (Nie licząc, niewielkiego spóźnienia do Poznania, ale na szczęście miałam zapas czasowy na przesiadkę).
Podróż powrotna obfitowała w więcej złych wydarzeń. Weekend był zimny i wietrzny, więc na stacji koleżanka przytrzymywała mnie w samochodzie prawie do końca. 5 minut przed planowanym przyjazdem pociągu poszłyśmy na dworzec. A. słyszała jak zapowiadali mój pociąg, ja niestety nie słyszałam (nie wiem jakim sposobem), ale zanim doszłyśmy do peronu pociąg już odjeżdżał, za nami szli jeszcze ludzie więc byłyśmy przekonane, że jeszcze będzie chwilę stał. A tu nagle gwizdek, wsiadłam do niego jak już ruszał (totalna głupota, więcej tak nie zrobi, dostałam opr od pani konduktor i wcale się jej nie dziwię) nawet nie zdążyłyśmy się pożegnać. Kiedy zamknęłam drzwi dotarło do mnie, że to jest zły pociąg, a ludzie którzy szli za nami szli na ten, którym miałam jechać. Prawie jednocześnie na dworcu były dwa pociągi a ja zachowałam się jak blondynka, bo zamiast najpierw sprawdzić kierunek to ryzykowałam życie żeby wsiąść do niewłaściwego pociągu. Na szczęście ten właściwy jechał zaraz z tyłu i na kolejnej stacji mogłam się przesiąść bez konsekwencji finansowych.
Pogoda jednak też zrobiła swoje i dużo pociągów nie odjechało albo miały spore opóźnienia. Z około 50 minutowym opóźnieniem dojechaliśmy na stację przesiadkową. Książki już nie poczytałam za wiele, bo się zestresowałam - żadnych komunikatów o opóźnieniu a drugi pociąg zaraz miał odjeżdżać. W ostateczności szczęśliwie dotarłam do domu, ale zastanawiam się czy wybierając wygodę tym razem sama nie strzeliłam sobie w kolano. Bo mogłam jechać z przesiadką w Poznaniu, ale pociągami dużo bardziej zatłoczonymi z ryzykiem podróży stojącej. Bilet co prawda tez byłby tańszy, ale czasami wolę wybrać wygodę i spokój ducha. Tym razem była wygoda, ale zabrakło spokoju.

Miłego tygodnia, A.

Komentarze

Popularne posty