Slow life + nowe wyzwanie
Od marca wiele się u mnie zmieniło. Przede wszystkim to, że poczułam na własnej skórze co to jest tzw. slow life. W moim przypadku nie jest do końca tak, że sama decyduję kiedy chcę pracować i jakie zlecenia biorę (wiąże mnie jednak umowa o pracę, ale na dogodnych warunkach).
Ogranicza mnie jedynie to, że "koła mają się kręcić". Jak wszystko jest poukładane mam, wolne i mogę zająć się swoimi sprawami. Powtarzam to już któryś raz, ale jest to dla mnie nowe doświadczenie, które poprawiło jakość mojego życia. Bywają dni gorsze i lepsze, zdecydowanie wole te lepsze :-) których na szczęście jest więcej. Ostatnio udało mi się zaplanować wszystko o jeden dzień do przodu i ze spokojną głową mogłam jechać do Poznania i mieć wolne w środku tygodnia.
W moim przypadku nie do końca mogę mówić o slow life, ale odczuwam na tyle tą niezależność, którą teraz mam (po części, ale zawsze lepiej niż pod czujnym okiem pracodawcy i w sztywno określonych godzinach), że czuję się wolną osobą nad którą nikt nie stoi i nie dyryguje. Jedyny minus jaki dostrzegam to ten, że jednak moja baza klientów jeszcze nie jest na tyle rozbudowana, że faktycznie czasami sporo czasu spędzam na układaniu roboty. Ale powoli nawiązuje znajomości i po ciuchu liczę, że nadejdą dni kiedy moja rola ograniczy się tylko do przekazywania klientom informacji i sprawdzania od czasu do czasu czy wszystko jest okej.
Najbardziej chciałabym osiągnąć całkowitą niezależność z możliwością wylegiwania się w łóżku, opalania się na działce o każdej porze dnia czy podróżowania z głową wolną od stresów. Na dobrą sprawę mogłabym teraz pracować z każdego miejsca na ziemi. Wystarczy mi dostęp do internetu, komputer (dla wygody) i telefon. (Co te media z nami robią, ze bez internetu ani rusz? :-)). Chciałabym podróżować i zwiedzać różne zakątki świata, ale sama po pierwsze nie lubię, a po drugie nie jestem aż tak społeczna żeby nawiązywać szybko i łatwo nowe znajomości. Ale na spełnienie tego marzenia muszę jeszcze trochę poczekać. Póki co wszystko zmierza we właściwym kierunku i kto wie może niedługo będę pracowała jednocześnie wylegująć się na jakiejś pięknej plaży w doborowym towarzystwie.
To zawsze tak działa, że jak człowiek poczuje trochę wolności to dąży do tego aby stać się całkowicie niezależnym.
A wyzwanie, które stawiam teraz przed sobą to picie minimum 1,5 l wody dziennie.
Nie mam problemów z piciem wody, potrafię wodą zaspokoić pragnienie. Wiem, że są tacy, którzy wodą się nie napiją. Największym problemem jest to, że nie potrzebuję dużej ilości płynów. Albo może raczej nie przyzwyczaiłam do tego organizmu i dlatego niektórzy nazywają mnie wielbłądem. Piję bardzo mało. Nadszedł czas żeby to zmienić, bo z każdej trony słyszę, że odpowiednie nawodnienie organizmu przyczynia się do tego, że nie mamy większych problemów ze zdrowiem i dodatkowo łatwiej zadbać o sylwetkę. Nadszedł czas żeby się o tym przekonać osobiście. Startuje od dzisiaj. Zobaczymy co z tego wyniknie. Wnioskami zapewne podzielę się z Wami.
Tymczasem miłego przedłużonego weekendu :)
Ogranicza mnie jedynie to, że "koła mają się kręcić". Jak wszystko jest poukładane mam, wolne i mogę zająć się swoimi sprawami. Powtarzam to już któryś raz, ale jest to dla mnie nowe doświadczenie, które poprawiło jakość mojego życia. Bywają dni gorsze i lepsze, zdecydowanie wole te lepsze :-) których na szczęście jest więcej. Ostatnio udało mi się zaplanować wszystko o jeden dzień do przodu i ze spokojną głową mogłam jechać do Poznania i mieć wolne w środku tygodnia.
W moim przypadku nie do końca mogę mówić o slow life, ale odczuwam na tyle tą niezależność, którą teraz mam (po części, ale zawsze lepiej niż pod czujnym okiem pracodawcy i w sztywno określonych godzinach), że czuję się wolną osobą nad którą nikt nie stoi i nie dyryguje. Jedyny minus jaki dostrzegam to ten, że jednak moja baza klientów jeszcze nie jest na tyle rozbudowana, że faktycznie czasami sporo czasu spędzam na układaniu roboty. Ale powoli nawiązuje znajomości i po ciuchu liczę, że nadejdą dni kiedy moja rola ograniczy się tylko do przekazywania klientom informacji i sprawdzania od czasu do czasu czy wszystko jest okej.
Najbardziej chciałabym osiągnąć całkowitą niezależność z możliwością wylegiwania się w łóżku, opalania się na działce o każdej porze dnia czy podróżowania z głową wolną od stresów. Na dobrą sprawę mogłabym teraz pracować z każdego miejsca na ziemi. Wystarczy mi dostęp do internetu, komputer (dla wygody) i telefon. (Co te media z nami robią, ze bez internetu ani rusz? :-)). Chciałabym podróżować i zwiedzać różne zakątki świata, ale sama po pierwsze nie lubię, a po drugie nie jestem aż tak społeczna żeby nawiązywać szybko i łatwo nowe znajomości. Ale na spełnienie tego marzenia muszę jeszcze trochę poczekać. Póki co wszystko zmierza we właściwym kierunku i kto wie może niedługo będę pracowała jednocześnie wylegująć się na jakiejś pięknej plaży w doborowym towarzystwie.
To zawsze tak działa, że jak człowiek poczuje trochę wolności to dąży do tego aby stać się całkowicie niezależnym.
A wyzwanie, które stawiam teraz przed sobą to picie minimum 1,5 l wody dziennie.
Nie mam problemów z piciem wody, potrafię wodą zaspokoić pragnienie. Wiem, że są tacy, którzy wodą się nie napiją. Największym problemem jest to, że nie potrzebuję dużej ilości płynów. Albo może raczej nie przyzwyczaiłam do tego organizmu i dlatego niektórzy nazywają mnie wielbłądem. Piję bardzo mało. Nadszedł czas żeby to zmienić, bo z każdej trony słyszę, że odpowiednie nawodnienie organizmu przyczynia się do tego, że nie mamy większych problemów ze zdrowiem i dodatkowo łatwiej zadbać o sylwetkę. Nadszedł czas żeby się o tym przekonać osobiście. Startuje od dzisiaj. Zobaczymy co z tego wyniknie. Wnioskami zapewne podzielę się z Wami.
Tymczasem miłego przedłużonego weekendu :)



Komentarze
Prześlij komentarz