Mam monotonne życie
Wyzwanie idzie dość dobrze. Nie spodziewałam się, że może być tak łatwo. Wcześniejsze podejścia kończyły się zwykle fiaskiem, a teraz sięgam po wodę bez większego problemu. Nie chodzi o sam smak wody tylko o jej ilość. Bez problemu wypijam około szklankę wody na godzinę w godzinach pracy, a po południu też częściej po nią sięgam.
Ostatnio, dokładnie w środę, mocno odczułam, że moje życie jest monotonne. Już jakiś czas temu się nad tym zastanawiałam, że wszystkie czynności praktycznie codziennie się powtarzają i nic nowego się nie dzieje. Takie flaki z olejem. Każdy dzień praktycznie taki sam. W środę jednak po pewnym spotkaniu w miłym towarzystwie odczułam to dość mocno i zaczęłam zastanawiać się co z tym zrobić. Nie chodzi tutaj o brak czasu tylko o jego wykorzystanie i chęci.
Dzisiaj chwile po 10-tej skończyłam prace. Ale co z tego skoro jedynym moim zajęciem poza pracą jest czytanie książek i spędzanie czasu z rodziną. Akurat dzisiaj dobrze się złożyło, bo trzeba przygotować na jutro imprezę, więc czas z rodziną został w miarę dobrze spożytkowany. Ale żeby nie było tak dobrze najpierw zajęłam się jeszcze inną pracą żeby od poniedziałku mieć spokojniej. Gdyby nie praca i rodzina całe dnie spędzałabym przed telewizorem, komputerem albo książką.
W dzieciństwie przecież było tyle wolnego czasu i rzadko zdarzało się, że panowała nuda. Wychowywałam się w latach 90., cała technologia dopiero wchodziła na rynek. Żeby się z kimś pobawić wystarczyło ubrać się i zapukać do drzwi, gdzie mieszkała koleżanka. Albo wyszła od razu albo trzeba było poczekać na nią chwilę. Byłam co prawda specyficznym dzieckiem, bo byle co potrafiło mnie zadowolić (często całymi dniami czytałyśmy książki na ogródku, bibliotekę odwiedzałyśmy kilka razy dziennie). Kiedy to nam się już znudziło wymyślałyśmy coś innego. Zabawy w sklep, zbieranie owadów, podchody, skakanka, guma czy klasy. Różne zabawy podwórkowe były na porządku dziennym, jak tylko zebrała się ekipa to od rana do wieczora było się na podwórku. Jeździło się na rowerze i rolkach, biegało się na około bloków. Na całym podwórku był harmider, ale zawsze było wesoło i nigdy dorośli nie krzyczeli (no może trochę czasami jak faktycznie coś złego się działo). Wszystko było takie proste.
W dzisiejszych czasach dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej. Jest ciągła gonitwa i uzależnienie od technologii. Niektórzy nawet nie umieją ze sobą rozmawiać. Każdy kto ledwo odrośnie od podłogi ma telefon "przyklejony" do ręki. Dziecko ledwie się urodzi już jest na tablicy facebooka, bo przecież trzeba się pochwalić. Niektórzy żyją tylko w sieci i chwalą się każdym "pierdnięciem". Nie mówię, że to jest złe, że jesteśmy online, ale moim zdaniem niektórzy przeginają. Nie można do nikogo zapukać do drzwi i zwyczajnie zajść na kawę, bo trzeba się awizować i zapowiadać. Przecież kilkanaście lat temu ludzie też pracowali, ale jakoś mieli więcej czasu na spotkania towarzyskie.
Tak bardzo brakuje mi takich zwykłych spotkań w świecie rzeczywistym. Moje koleżanki z dzieciństwa mają teraz swoje życie, praktycznie każda mieszka gdzie indziej i ciężko się jakoś spotkać. Swoją drogą one niestety miały bardziej rozwinięte zainteresowania i zwyczajnie się mną znudziły, więc mają nowe towarzystwo. Czasami sieć podpowiada mi co się z nimi dzieje.
Moja osobowość jest taka a nie inna i pomimo tego, że próbuję nawiązywać jakieś kontakty, nadal jestem za mało kontaktowa i nie potrafię pierwsza się odezwać. Chociaż i tak jest dużo lepiej niż wcześniej. W przedszkolu nawet do pani nie umiałam podejść i powiedzieć, że muszę skorzystać z toalety. Rozmawiałam tylko z koleżanką z bloku i z nikim więcej. Teraz aż tak źle nie jest, ale nawiązywanie kontaktów wymaga ode mnie jeszcze wiele trudu i odwagi żeby przychodziło mi bez problemu i żebym mogła odczuć, że coś jednak się w tym moim życiu dzieje oprócz pracy i spotkań z rodziną.
Nie na tym jednak polega życie żeby się blokować i stać w miejscu. Mam teraz tyle możliwości i czasu a nie potrafię go wykorzystać. Czas dać sobie kopa w tyłek i znaleźć metodę na urozmaicenie codzienności. Moja połówka niestety nie ma takich możliwości, ale nie trzeba całego czasu spędzać tylko z jedną osobą lub względnie kilkoma innymi członkami rodziny. Czas poszukać sobie znajomych i ruszyć na podbój świata. Czas być jak ten pomarańczowy parasol i wyróżniać się z tłumu. Ciekawe co z tego wyjdzie.
Trzymajcie kciuki.
Miłego weekendu, A.
Ostatnio, dokładnie w środę, mocno odczułam, że moje życie jest monotonne. Już jakiś czas temu się nad tym zastanawiałam, że wszystkie czynności praktycznie codziennie się powtarzają i nic nowego się nie dzieje. Takie flaki z olejem. Każdy dzień praktycznie taki sam. W środę jednak po pewnym spotkaniu w miłym towarzystwie odczułam to dość mocno i zaczęłam zastanawiać się co z tym zrobić. Nie chodzi tutaj o brak czasu tylko o jego wykorzystanie i chęci.
Dzisiaj chwile po 10-tej skończyłam prace. Ale co z tego skoro jedynym moim zajęciem poza pracą jest czytanie książek i spędzanie czasu z rodziną. Akurat dzisiaj dobrze się złożyło, bo trzeba przygotować na jutro imprezę, więc czas z rodziną został w miarę dobrze spożytkowany. Ale żeby nie było tak dobrze najpierw zajęłam się jeszcze inną pracą żeby od poniedziałku mieć spokojniej. Gdyby nie praca i rodzina całe dnie spędzałabym przed telewizorem, komputerem albo książką.
W dzieciństwie przecież było tyle wolnego czasu i rzadko zdarzało się, że panowała nuda. Wychowywałam się w latach 90., cała technologia dopiero wchodziła na rynek. Żeby się z kimś pobawić wystarczyło ubrać się i zapukać do drzwi, gdzie mieszkała koleżanka. Albo wyszła od razu albo trzeba było poczekać na nią chwilę. Byłam co prawda specyficznym dzieckiem, bo byle co potrafiło mnie zadowolić (często całymi dniami czytałyśmy książki na ogródku, bibliotekę odwiedzałyśmy kilka razy dziennie). Kiedy to nam się już znudziło wymyślałyśmy coś innego. Zabawy w sklep, zbieranie owadów, podchody, skakanka, guma czy klasy. Różne zabawy podwórkowe były na porządku dziennym, jak tylko zebrała się ekipa to od rana do wieczora było się na podwórku. Jeździło się na rowerze i rolkach, biegało się na około bloków. Na całym podwórku był harmider, ale zawsze było wesoło i nigdy dorośli nie krzyczeli (no może trochę czasami jak faktycznie coś złego się działo). Wszystko było takie proste.
W dzisiejszych czasach dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej. Jest ciągła gonitwa i uzależnienie od technologii. Niektórzy nawet nie umieją ze sobą rozmawiać. Każdy kto ledwo odrośnie od podłogi ma telefon "przyklejony" do ręki. Dziecko ledwie się urodzi już jest na tablicy facebooka, bo przecież trzeba się pochwalić. Niektórzy żyją tylko w sieci i chwalą się każdym "pierdnięciem". Nie mówię, że to jest złe, że jesteśmy online, ale moim zdaniem niektórzy przeginają. Nie można do nikogo zapukać do drzwi i zwyczajnie zajść na kawę, bo trzeba się awizować i zapowiadać. Przecież kilkanaście lat temu ludzie też pracowali, ale jakoś mieli więcej czasu na spotkania towarzyskie. Tak bardzo brakuje mi takich zwykłych spotkań w świecie rzeczywistym. Moje koleżanki z dzieciństwa mają teraz swoje życie, praktycznie każda mieszka gdzie indziej i ciężko się jakoś spotkać. Swoją drogą one niestety miały bardziej rozwinięte zainteresowania i zwyczajnie się mną znudziły, więc mają nowe towarzystwo. Czasami sieć podpowiada mi co się z nimi dzieje.
Moja osobowość jest taka a nie inna i pomimo tego, że próbuję nawiązywać jakieś kontakty, nadal jestem za mało kontaktowa i nie potrafię pierwsza się odezwać. Chociaż i tak jest dużo lepiej niż wcześniej. W przedszkolu nawet do pani nie umiałam podejść i powiedzieć, że muszę skorzystać z toalety. Rozmawiałam tylko z koleżanką z bloku i z nikim więcej. Teraz aż tak źle nie jest, ale nawiązywanie kontaktów wymaga ode mnie jeszcze wiele trudu i odwagi żeby przychodziło mi bez problemu i żebym mogła odczuć, że coś jednak się w tym moim życiu dzieje oprócz pracy i spotkań z rodziną.
Nie na tym jednak polega życie żeby się blokować i stać w miejscu. Mam teraz tyle możliwości i czasu a nie potrafię go wykorzystać. Czas dać sobie kopa w tyłek i znaleźć metodę na urozmaicenie codzienności. Moja połówka niestety nie ma takich możliwości, ale nie trzeba całego czasu spędzać tylko z jedną osobą lub względnie kilkoma innymi członkami rodziny. Czas poszukać sobie znajomych i ruszyć na podbój świata. Czas być jak ten pomarańczowy parasol i wyróżniać się z tłumu. Ciekawe co z tego wyjdzie.
Trzymajcie kciuki.
Miłego weekendu, A.



Komentarze
Prześlij komentarz