#CZYTAJNIK# cz. 36 Moja wena ostatnio się uruchomiła
Mam dla Was dzisiaj najnowszy kawałek mojego nowego opowiadania. Nie wiem jeszcze co z tego dalej wyjedzie, ale czas pokaże. Zapraszam Was do lektury.
Ania leniwie otworzyła oczy o poranku. Pogoda nie była łaskawa. Tego lata natura raczyła całą Polskę obfitymi opadami deszczu przeplatanymi gwałtownymi burzami. Za oknem było dość szaro jak na czerwcowy poranek. Kiedy odsłoniła żaluzję widziała ścianę deszczu lejącą się z nieba. Jej pelargonie stojące na balkonie znów zostaną obficie podlane i będzie trzeba poobrywać podgniłe kwiatostany. W tym roku miała czerwone i biało-różowe kwiaty. Otworzyła balkon, by wpuścić do środka trochę świeżego powietrza. Znakomicie pachniało deszczem. Całe szczęście, że nie było dużego wiatru, już kilka razy zbierała kwiaty z podłogi, nie potrafiły się utrzymać na parapecie, siła wiatru zwalała je na ziemię. Jak zwykle w taką pogodę najchętniej zostałaby w domu pod kocem, z ciepłą herbatą i jakąś dobrą książką. Czytać lubiła od drugiej klasy podstawówki. Kiedy zaczynała przygodę ze szkołą trzeba byłą ją zmuszać, ale z czasem bardzo polubiła książki i czytała bardzo dużo. Uczyła się całkiem nieźle, zawsze była przygotowana i odrabiała zadania domowe. Nie dostała nigdy żadnej złej oceny. Nie miała właściwie nic innego do roboty. Od kołyski kolegowała się z jedną sąsiadką. Praktycznie wszystko robiły razem, wszędzie razem chodziły, często nawet jako dzieci nocowały u siebie na przemian. Ale dobre czasy się dla niej skończyły. Przyjaciółka z podwórka poszła w świat i znalazła sobie nowych znajomych, odsuwając się od niej. Ania natomiast jako nieśmiała dziewczyna nie potrafiła nawiązywać znajomości. Od tamtej pory nie miała już żadnej prawdziwej koleżanki. Wolała spędzać czas sama. Miała bardzo duże opory przed kontaktami towarzyskimi. Nie umiała pierwsza do nikogo podejść, nawet zwykłe „Dzień dobry” nie przechodziło jej przez gardło. Najlepiej czuła się we własnym towarzystwie, zamknięta w swoim pokoju oglądając telewizję lub czytając książkę. Nawet w kontaktach z rodziną była zamknięta. Nie rozmawiała z ciociami i wujkami, do przywitania się z nimi trzeba było ją zmuszać. Dlatego kiedy skończyła szkołę i znalazła sobie pracę w księgarni, niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia. Jej życie kręciło się wokół pracy i nauki na studia – studiowała zaocznie, na weekendy.
Wdychając wpadające przez balkon powietrze nastawiła wodę na kawę. Bez dawki kofeiny z rana nie potrafiła funkcjonować. Kawa musiała być rozpuszczalna z odrobiną mleka. Jeśli z cukrem to tylko taka typu 3 w 1, sama nigdy nie słodziła ani kawy ani herbaty. Oduczyła się jeszcze w szkole i nie smakowały jej już słodzone napoje. Najchętniej sięgała po gorzką herbatę i wodę. Przygotowała sobie śniadanie – jajecznica na chudej szynce, posypana posiekanym szczypiorkiem i kromka razowego chleba. Znowu była na diecie, od dwóch lat. Cały czas jednak miała zbyt słabą wolę i po tygodniu przestrzegania jadłospisu sięgała po słodycze, a potem szybko zapominała, że powinna zdrowo się odżywiać i przez kilka dni jadała co popadnie. Kiedy się opamiętała, wracała do zdrowych posiłków. I tak w kółko. Nie umiała się zmotywować. Przyczyna tego była dość prosta. Do tej pory jej życie uczuciowe nie istniało. Była zbyt zamknięta w sobie żeby prowadzić życie towarzyskie i wychodzić z ludźmi na imprezy. Jak już jakiś chłopak wpadł jej w oko próbowała sobie tylko znanymi sposobami jakoś go zainteresować i zwrócić jego uwagę na siebie. Niestety bezskutecznie. Poza tym, że miała kilka nadprogramowych kilogramów, nosiła okulary, które nie dodawały jej wcale uroku. Nie były odpowiednio dopasowane do kształtu jej twarzy. Jedyne czego mogłyby pozazdrościć jej rówieśniczki to włosy. Brązowe, mocne, sięgające ramion. Zalotnie kręciły jej się na końcach. Ania jednak nie potrafiła i nie chciała się nimi chwalić. Uważała, że to i tak niczego nie zmieni i nie pomoże jej nawiązać nowych znajomości. Związywała je zawsze w kucyk lub plotła warkocz. Nie poświęcała im zbyt dużej uwagi. Tak jak i do całego wyglądu. Nie malowała się, nie zwracała uwagi na odpowiedni dobór stroju, zakładała to co akurat wpadło jej w ręce i w czym czuła się dobrze. I mając 20 lat potrafiła wyglądać na kobietę po czterdziestce, w golfie i długich szerokich spodniach. W jej kosmetyczce było sporo kosmetyków, ale używała tylko tych podstawowych. Ciągle jeden perfum, dopóki się nie skończył, od czasu do czasu jakiś balsam po kąpieli i raz na rok malowała paznokcie, ale nie na długo, bo lakier szybko odpryskiwał i wolała się go pozbyć z paznokci niż malować je ponownie.
Ze smakiem zjadła przygotowane śniadanie, wskoczyła w jeansowe spodenki do kolan i żółtą koszulkę z krótkim rękawem. Ociągając się, schowana pod czerwonym parasolem ruszyła w stronę księgarni. Spędzała tam osiem godzin dziennie i cztery w co drugą sobotę. Praca nie specjalnie wymagająca. Siedziała przy komputerze i sprawdzała czy wszystkie sprzedawane przez internet książki są dostępne, uaktualniała zbiory i rozpakowywała nowe dostawy. Od czasu do czasu doradziła coś któremuś z klientów czy podpowiedziała gdzie szukać konkretnej książki. I tak mijał jej każdy dzień w pracy. Kiedy miała chwilę wolnego i wiedziała, że szef nie patrzy czytała coś pod stołem lub przeglądała notatki. Cieszyła się, że ma tą pracę, nie była ona mocno wymagająca, nie męczyła się za bardzo, a nie wiedziała do końca co chciałaby w życiu robić. Była dziewczyną niezdecydowaną. Lubiła jak ktoś ją poganiał i pokazywał palcem co trzeba zrobić. Nie miała zmysłu kobiecego, nie widziała sama co w domu jest do posprzątania. Od czasu do czasu ugotowała coś dla całej rodziny. Praca w księgarni na ten moment wydawała się dla niej najlepszym rozwiązaniem. Mogła przynajmniej odkładać na studia, bo rodzice nie byli zamożni. Musiała sobie jakoś radzić. Ten dzień okazał się jednak trochę inny niż wszystkie wcześniejsze dni spędzone w budynku księgarni. Brunetka podjęła decyzję, że czas coś zmienić w swoim życiu.
Jakiś czas wcześniej przeglądając internet trafiła na pewnego bloga, na którym dziewczyna w jej wieku opisywała swoje zmagania z codziennością i motywowała innych do zmian w swoim życiu. Pisała i udowadniała, że można osiągnąć wiele, ale potrzebna jest do tego silna wola i samodyscyplina. Ania miała już dość patrzenia na te wszystkie zakochane pary, które spotykała na każdym kroku. Było jej przykro, że dziewczyny, które wydawały się mniej urodziwe niż ona – Ania brzydka nie była, ograniczały ją tylko te okulary, którymi do tej pory się nie przejmowała – chodziły za rękę z chłopakami i przytulały się do nich co chwilę. Zapragnęła pójść w ślady dziewczyny z bloga i postarać się coś zmienić w swoim życiu. Postanowiła na własną rękę poszukać szczęścia i wreszcie po dwudziestu latach zacząć cieszyć się życiem. Chociaż to które prowadziła do tej pory nie było według niej złe. Poczuła jednak, że budzi się w niej zazdrość, że ktoś żyje pełną parą a ona tylko z dnia na dzień chodzi do pracy, je, uczy się, czyta książki i śpi. Poczuła, że nie wykorzystuje swojego życia możliwości jakie ma przed sobą...



Komentarze
Prześlij komentarz