Europa świętuje i zalane auto
Od początku tygodnia dość dużo się dzieje. Zwykle otaczałam się monotonią i powtarzającymi się czynnościami, zastanawiałam się jak to zmienić. I chyba nadszedł ten czas. Zmiany nadeszły same i odebrały mi sporo czasu, który zamierzałam przeznaczyć na lenistwo. Przekonuję się pomału, że najpierw trzeba wykonać robotę a potem przyjdzie czas na leniuchowanie, ale niektóre czynności zgrabnie można ze sobą połączyć.
Moja praca ostatnio (zresztą od kilku lat, bo Polacy nie jeżdżą u siebie tylko po Europie, Europa stała się głównym źródłem utrzymania firm transportowych) bazuje na tym co dzieje się za naszą zachodnią granicą. Teraz dołączyła do tego Francja, ale głównie wszystko skupia się na Niemczech. Auta wożą towary u naszych zachodnich sąsiadów, bo lepiej się opłaca. I kiedy stawki za km u nas w Polsce wynoszą od ok 2,5 do 3 złotego to za granicą wahają się od około 0,9 centa do nawet 1,1-1,2 EUR za kilometr. Dlatego większość firm transportowych bazuje na wożeniu towarów u Niemców i tylko kombinują jak ominąć przepisy (kabotaże i płaca minimalna dla kierowców). Wszyscy są już wyszkoleni i co jeden to ma coraz to lepsze pomysły i metody. Ale o tym nie będę się rozwodzić. Specyfika branży i tyle. Kto w tym siedzi ten wie.
Miałam pisać o tym, że chociaż teoretycznie wczoraj miałam wolne, bo wolne miała cała Europa, dzień zleciał mi bardzo szybko i dałam radę ogarnąć tylko część z zaległych spraw (o ile można je nazwać zaległymi) i nadal jestem delikatnie do tyłu z pracą. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że będę wykonywać tyle czynności zawodowych na raz. W tej chwili mam trzech "pracodawców" i kilka dni temu doszedł mi kolejny, nie związany już strikte z branżą, ale właśnie u niego mam w tej chwili lekkie tyły. Miałam zająć się wczoraj pisaniem dla niego, planowałam pouczyć się języków , napisać coś na blogu i poczytać, a wyszło z tego tyle, że języki w ogóle nie ruszone, coś tam poczytałam, na bloga nic nie napisałam, a dla "nowego" pracodawcy udało mi się wykonać tylko część zleceń. Póki co jeszcze terminy aż tak mocno mnie nie gonią, ale czasami zastanawiam się jak ja to wszystko ogarniam. Firma też zaczęła się rozwijać i mam dodatkowe zajęcia żeby utrzymać ją na dobrym poziomie i mieć porządek w papierach. Na dodatek wczoraj znienacka odezwał się jeden z moich poprzednich pracodawców. Tłumaczył, że nasze wcześniejsze niesnaski wywołał jego były pracownik. Nie należę do ludzi pamiętliwych w kwestiach nieprzyjemności z pracodawcami, (bo w z innymi kwestiami to już trochę gorzej), pracuję już dla jednego z poprzednich pracodawców, gdzie miałam wcześniej jakieś nieprzyjemności. Ale wychodzę z założenia, że jeśli teraz to ja mam dyktować warunki i pracować po swojemu a oni chcą za to zapłacić to dlaczego mam nie skorzystać. W związku z tym pojechałam i na tę rozmowę. Czekam teraz na jego decyzję i jeśli się zdecyduje to będę naprawdę zarobioną bizneswomen :)
Dzięki takiemu podejściu i zmianie myślenia przez ostatnie dwa miesiące rozwinęłam się dość mocno i najważniejsze, że nie boję się postawić na swoim i dyktować swoich warunków. Póki mam siłę i jestem młoda mogę łapać każdą pracę, która jest dla mnie opłacalna.
Teraz zmiana tematu. Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza.
Jak nie upały to ulewne deszcze i burze. U nas wygląda to mniej więcej tak, jak widać na zdjęciu. W telewizji, internecie i radiu pokazywali ostatnio jak ludzie pogubili tablice rejestracyjne od samochodów i potopili samochody, bo odprowadzenie ścieków jest za słabe na te ulewy, które nas nawiedzają. I zdarzył się pewien "wypadek." Rodzinne auto, które chłopaki ostatnio dopieścili, uległo zatopieniu na nowej, dopiero co remontowanej drodze. Nie będę tutaj pisać kto, co i jak, ale męska część rodziny ma teraz trudne zadanie żeby doprowadzić auto do porządku. Nie wiem jak długo będą się tym zajmować. ale trwa to już dobre dwie godziny, a dostałam tylko informację, że zajmie im to jeszcze dużo czasu. Tablica rejestracyjna gdzieś popłynęła, na miejscu zdarzenia wyłowili inne, tylko nie nasze. Najbardziej szkoda mi jednej osoby i nie pojmuję dlaczego my kobiety jesteśmy od razu wyzywane kiedy coś zrobimy nie tak jak trzeba. Uważa się nas za idiotki i bezmózgowia. A przecież to kwestia charakteru, spostrzegawczości i jeszcze innych cech. Ja też czasami bystrością się nie wykazuję (potrafię się do tego przyznać) i myślę, że gdybym to ja miała prowadzić samochód w taką pogodę nie zastanawiałabym się czy kałuża jest głęboka czy nie. My kobiety nie potrafimy tego dostrzec tak od razu. Nie jesteśmy tak spostrzegawcze jak mężczyźni. Nam niektóre rzeczy wydają się proste i błahe chociaż wcale takie nie są. Może źle to zabrzmi, ale wiem jak czułabym się w takiej sytuacji i dziwię się, że niektórzy mężczyźni tego nie rozumieją. Nie każda kobieta jest tak samo zaradna i bystra jak mężczyźni. Po to Bóg stworzył nas inne żebyśmy nadrabiały pięknem.
Trochę wyszła mi z tego skarga na mężczyzn i obrona kobiet, ale uważam, że jako kobiety mamy prawo od czasu do czasu coś przegapić. Zostałyśmy stworzone do jednych czynności i wykonujemy je lepiej, a inne wykonujemy gorzej i musimy się ich nauczyć. Tak samo jak mężczyźni. My raczej jesteśmy od dbania o dom, a oni od dbania o sprzęty domowe i ich naprawianie. A kobiety nauczyły się prowadzić samochody żeby stać się bardziej samodzielne i samowystarczalne, ale nikt nie powinien wymagać od nas żebyśmy umiały wszystko, bo wydaje mi się, że i tak robimy więcej niż powinnyśmy. Oczywiście tutaj reguły nie ma, bo każdy ma swoje podejście i chęci, ale generalizując kobiety częściej wykonują męskie czynności niż na odwrót.
Miłego tygodnia, A.
Miałam pisać o tym, że chociaż teoretycznie wczoraj miałam wolne, bo wolne miała cała Europa, dzień zleciał mi bardzo szybko i dałam radę ogarnąć tylko część z zaległych spraw (o ile można je nazwać zaległymi) i nadal jestem delikatnie do tyłu z pracą. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że będę wykonywać tyle czynności zawodowych na raz. W tej chwili mam trzech "pracodawców" i kilka dni temu doszedł mi kolejny, nie związany już strikte z branżą, ale właśnie u niego mam w tej chwili lekkie tyły. Miałam zająć się wczoraj pisaniem dla niego, planowałam pouczyć się języków , napisać coś na blogu i poczytać, a wyszło z tego tyle, że języki w ogóle nie ruszone, coś tam poczytałam, na bloga nic nie napisałam, a dla "nowego" pracodawcy udało mi się wykonać tylko część zleceń. Póki co jeszcze terminy aż tak mocno mnie nie gonią, ale czasami zastanawiam się jak ja to wszystko ogarniam. Firma też zaczęła się rozwijać i mam dodatkowe zajęcia żeby utrzymać ją na dobrym poziomie i mieć porządek w papierach. Na dodatek wczoraj znienacka odezwał się jeden z moich poprzednich pracodawców. Tłumaczył, że nasze wcześniejsze niesnaski wywołał jego były pracownik. Nie należę do ludzi pamiętliwych w kwestiach nieprzyjemności z pracodawcami, (bo w z innymi kwestiami to już trochę gorzej), pracuję już dla jednego z poprzednich pracodawców, gdzie miałam wcześniej jakieś nieprzyjemności. Ale wychodzę z założenia, że jeśli teraz to ja mam dyktować warunki i pracować po swojemu a oni chcą za to zapłacić to dlaczego mam nie skorzystać. W związku z tym pojechałam i na tę rozmowę. Czekam teraz na jego decyzję i jeśli się zdecyduje to będę naprawdę zarobioną bizneswomen :)
Dzięki takiemu podejściu i zmianie myślenia przez ostatnie dwa miesiące rozwinęłam się dość mocno i najważniejsze, że nie boję się postawić na swoim i dyktować swoich warunków. Póki mam siłę i jestem młoda mogę łapać każdą pracę, która jest dla mnie opłacalna.
Teraz zmiana tematu. Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza.
Jak nie upały to ulewne deszcze i burze. U nas wygląda to mniej więcej tak, jak widać na zdjęciu. W telewizji, internecie i radiu pokazywali ostatnio jak ludzie pogubili tablice rejestracyjne od samochodów i potopili samochody, bo odprowadzenie ścieków jest za słabe na te ulewy, które nas nawiedzają. I zdarzył się pewien "wypadek." Rodzinne auto, które chłopaki ostatnio dopieścili, uległo zatopieniu na nowej, dopiero co remontowanej drodze. Nie będę tutaj pisać kto, co i jak, ale męska część rodziny ma teraz trudne zadanie żeby doprowadzić auto do porządku. Nie wiem jak długo będą się tym zajmować. ale trwa to już dobre dwie godziny, a dostałam tylko informację, że zajmie im to jeszcze dużo czasu. Tablica rejestracyjna gdzieś popłynęła, na miejscu zdarzenia wyłowili inne, tylko nie nasze. Najbardziej szkoda mi jednej osoby i nie pojmuję dlaczego my kobiety jesteśmy od razu wyzywane kiedy coś zrobimy nie tak jak trzeba. Uważa się nas za idiotki i bezmózgowia. A przecież to kwestia charakteru, spostrzegawczości i jeszcze innych cech. Ja też czasami bystrością się nie wykazuję (potrafię się do tego przyznać) i myślę, że gdybym to ja miała prowadzić samochód w taką pogodę nie zastanawiałabym się czy kałuża jest głęboka czy nie. My kobiety nie potrafimy tego dostrzec tak od razu. Nie jesteśmy tak spostrzegawcze jak mężczyźni. Nam niektóre rzeczy wydają się proste i błahe chociaż wcale takie nie są. Może źle to zabrzmi, ale wiem jak czułabym się w takiej sytuacji i dziwię się, że niektórzy mężczyźni tego nie rozumieją. Nie każda kobieta jest tak samo zaradna i bystra jak mężczyźni. Po to Bóg stworzył nas inne żebyśmy nadrabiały pięknem.
Trochę wyszła mi z tego skarga na mężczyzn i obrona kobiet, ale uważam, że jako kobiety mamy prawo od czasu do czasu coś przegapić. Zostałyśmy stworzone do jednych czynności i wykonujemy je lepiej, a inne wykonujemy gorzej i musimy się ich nauczyć. Tak samo jak mężczyźni. My raczej jesteśmy od dbania o dom, a oni od dbania o sprzęty domowe i ich naprawianie. A kobiety nauczyły się prowadzić samochody żeby stać się bardziej samodzielne i samowystarczalne, ale nikt nie powinien wymagać od nas żebyśmy umiały wszystko, bo wydaje mi się, że i tak robimy więcej niż powinnyśmy. Oczywiście tutaj reguły nie ma, bo każdy ma swoje podejście i chęci, ale generalizując kobiety częściej wykonują męskie czynności niż na odwrót.
Miłego tygodnia, A.




Komentarze
Prześlij komentarz