#PODRÓŻNIK# cz. 19. Korea – trochę egzotyczności

Dzięki rodzicom i babci, którzy zapisali mnie na tańce w latach młodości, miałam okazję zwiedzić kawałek świata. Bez zespołu byłabym najdalej w Berlinie :). Byłam m.in. w Bułgarii, na Cyprze, we Francji i wielu innych miejscach. Wyjazdy głównie opierały się na występach i innych zajęciach festiwalowych, ale znalazło się zawsze trochę czasu na zwiedzanie. Szczególnie kiedy były to kraje „egzotyczne” jak np. Korea. Specjalnie polecieliśmy wcześniej żeby zwiedzić Seul.
Podróż jak zwykle na takie duże odległości była wyczerpująca. Mało brakowało i zostalibyśmy w Berlinie, wpadliśmy na lotnisko w ostatniej chwili. Całe szczęście, że się udało.
Czymś co zaskoczyło mnie na miejscu była względna czystość. Na ulicach nie widać śmietników, a jednak jest czysto. Śmieci zbierają w wyznaczonych miejscach, w kątach i w nocy odpowiednie służby zbierają wszystko. Jak dla mnie super sprawa. U nas jest śmietnik koło śmietnika a i tak na około pełno śmieci. Kolejna rzecz, mierzenie ubrań. Koreanki słyną z mocnego makijażu, siłą rzeczy mierzenie ubrań w sklepach jest niemożliwe, wszystko byłoby od razu brudne. Dodatkowo większość w ich, malutkich rozmiarach. Jak wyższe dziewczyny, na dodatek blondynki, wyglądały dość komicznie wyższe od wszystkich o głowę. Ogólna atmosfera zupełnie inna niż u nas. Wszyscy są życzliwi i mili. Dość dobre. Poza jedną zupą, którą dostaliśmy na jeden z pierwszych posiłków. Smakowała i pachniała jak woda z akwarium, w którym jest już dość brudno. Wygląd też miała nieprzekonywujący.
Jedzenie ogólnie w porządku, podobne do naszego. Z egzotycznych smakołyków można było popróbować różnych specjałów.
Oprócz niesamowitych widoków nic więcej mnie nie urzekło. Ale co zobaczyłam to moje i nikt mi tego nie zabierze. Podrzucam Wam kilka zdjęć, poczujcie ten klimat. 






Miłego wieczoru, A.

Komentarze

Popularne posty