Dlaczego tak późno dorosłam

Ostatnio na blogu przewijają się refleksyjne tematy. Mam w życiu okres przejściowy i nad wieloma rzeczami muszę się zastanowić, więc dzielę się z Wami moimi przemyśleniami.
Wielokrotnie zdarza mi się zadawać sobie pytanie Dlaczego tak późno dorosłam? Mam swoje 25 lat a tak naprawdę dopiero niedawno stałam się „dorosła.” Dopiero niedawno zaczęłam sama podejmować decyzję i przyjmować na siebie ich konsekwencje. Człowiek uczy się na błędach. Ja popełniłam w swoim życiu wiele. Podjęłam wiele decyzji, które w jakiś sposób wpłynęły lub nie wpłynęły na moje dalsze życie, decyzji, które pochłonęły konkretne kwoty pieniężne i nic nie wniosły. Zostały skazane na straty. Ale podążając za mottem: 
Kto nie ryzykuje ten nie ma
nie mam do siebie żalu, za żadną z nich. Czasami ściska mnie gdzieś w żołądku, że mogłam mieć więcej pieniędzy, które się zmarnowały. Ale po chwili zastanowienia dochodzę do wniosku, że pieniądze są tylko miarą wartości człowieka, a właściwie naszego czasu. Nie warto ich rozpamiętywać. (No chyba, że ktoś stracił miliony przez własną głupotę, w moim przypadku nie były to aż takie wielkie kwoty). Idąc dalej tropem motta, dorosłam właśnie do tego żeby wziąć życie we własne ręce i faktycznie samemu decydować o tym co będę robiła.
Bardzo długo (np. tutaj) nie potrafiłam się określić. Nie miałam swoich pomysłów i swoich marzeń. Nie wiedziałam czego chcę i pozwalałam sobą sterować. Nawet nie umiałam się postawić i odpyskować. Byłam taką marionetką, którą trzeba popchnąć żeby się ruszyła. W pracy nie potrafiłam się wybronić, potulnie przyjmowałam każdą krytykę i dalej pracowałam jak mróweczka. Wydaje mi się, że wynika to ze sposobu w jaki zostałam wychowana. Nie miałam potrzeby spotykania się ze znajomymi, w ogóle nie musiałam wychodzić z domu. Cały czas byłam przy rodzicach, którzy mnie w wielu sprawach wyręczali (moi bracia też są tego nauczeni i teraz widzę to bardzo dokładnie). Byłam chowana pod kloszem. Niczego nie musiałam sama załatwiać, zawsze jakoś to było. Nie miałam poczucia łaknienia wiedzy. Wolałam pójść na łatwiznę. Moim największym problemem była (i chyba jeszcze trochę jest) samomotywacja i zacięcie. Szybko się zniechęcam i spoczywam na laurach. Nie doprowadzam postanowień i celów do końca.


Kiedy „poszłam na swoje” i przede wszystkim poznałam wspaniałego mężczyznę nauczyłam się wielu rzeczy. Zaczęłam pracować nad sobą. Odkryłam, że wcale nie trzeba być szarą myszką, że można coś sobie z tego życia jednak wykrzesać. A robiąc coś samodzielnie mam większą satysfakcję niż wcześniej, kiedy ktoś mnie wyręczał. Walczę jeszcze z niektórymi moimi wadami, ale jestem na dobrej drodze do osiągnięcia sukcesu. Jednym zdaniem: rozkwitłam tak jak słonecznik ze zdjęcia. 

Dość późno też zaczęłam się interesować wszystkim co dzieje się na około. Długo czytałam dziecięce książki i oglądałam bajki. Jeszcze do końca z tego nie wyrosłam, ale bardziej skupiam się już na poważnych rzeczach. Chociaż nie raz są sytuacje, że chciałabym nadal być dzieckiem. 

Zachęcam Was do ciągłego rozwoju  pracy nad sobą, A. 

Komentarze

Popularne posty