Z „pijakami” na bakier

Przy okazji noworocznego wyzwania pisałam krótko o tym, że alkohol i jego używanie powoduje we mnie wzrost negatywnych emocji. Wpadam w euforię, pewnego rodzaju szał. Od nowego roku walczę z tą przypadłością. To jest choroba psychiczna. Mam zablokowaną pewną część mózgu, która nie przepuszcza informacji o alkoholu a kiedy się pojawiają, od razu zmienia się mój nastrój.
Wściekam się, nastrój staje się zły. Nie mam pojęcia od czego to zależy, ale jest to bardzo trudne do przezwyciężenia zjawisko. A przecież nikt nie zrobił mi nigdy krzywdy. Zwykle po „upojeniu” alkoholowym ludzie idą spać i rano wstają z bólem głowy i potężnym kacem. I później wspominają wszystkie głupie i śmieszne rzeczy, które wydarzyły się na spotkaniu. To zupełnie nie dla mnie. Ja w środku cała się trzęsę. Mój M. wie, że na drugi dzień nie mam litości i nie dostanie ode mnie herbatki ani nie pozwolę mu pospać. Jestem okrutna, wiem.
Wiem też, że to głupie i nienormalne. Zostałam wychowana w normalnej rodzinie, uczestniczyłam w imprezach alkoholowych, tak samo jak wszyscy inni członkowie rodziny byli z dziećmi.
Jednak od kiedy tylko pamiętam mam ten „problem alkoholowy”. Najbardziej zadziwia mnie to, że sama nie stronię od alkoholu. Upiłam się nawet na własnej osiemnastce. Normalnie się nie upijam, to tylko jednorazowy wybryk. Dałam się ponieść emocjom. I „odchorowałam” swoje na drugi dzień. Powiedziałam sobie wtedy, że nigdy więcej się nie upiję. Korzystam teraz z alkoholu w rozsądnych ilościach, maksymalnie dwa piwa czy drinki.
Wszyscy na około tłumacza mi, że alkohol od czasu do czasu jest potrzebny, że przecież po cos go ktoś wymyślił, że mężczyzna potrzebuje psychicznego resetu. To tak, jakby odbić piłkę od ściany. Mój móżdżek nie przepuszcza tej informacji, odbija ją z powrotem. Źle się z tym czuję, dlatego postanowiłam zrobić coś dobrego dla siebie i zawalczyć o swoją psychiczną wolność i poczucie komfortu.

Już w grudniu miałam przedsmak wyzwania, któremu zamierzam stawić czoło. Dałam mojemu M. trochę wolności. Imprezował więcej niż zwykle, prawie tyle samo co wtedy, kiedy się poznaliśmy. Poświęca się specjalnie dla mnie, bierze pod uwagę moje słabości. Uwielbiam go za to. I właśnie dlatego, że poświęca się dla mnie, muszę w ramach wdzięczności pracować nad sobą.
Wracając do grudnia, bolało mnie i to bardzo za każdym razem kiedy sięgał po kieliszek, ale ani razu nic nie powiedziałam. Chyba nawet nie zwracałam uwagi na ilości, które były na imprezie sylwestrowej. Mam wrażenie, że nie wypili dużo.

Mogę być z siebie dumna i mam nadzieję, że jakoś uda mi się przezwyciężyć tę cholerną blokadę i cieszyć się pełnią życia kiedy po kolei pokonam też wszystkie inne ograniczenia.

Co ciekawe takich prawdziwych pijaków, których spotykamy (widzimy) czasami podczas spacerów jest mi zwyczajnie żal. Staram się ich unikać. Nie rozumiem jak można doprowadzić się do takiego stanu. 



Rozwojowy czwartek na koniec (początek) roku. 

Pozdrawiam, A.

Komentarze

Popularne posty