Skąd trafiłam tu gdzie jestem
Mam już 25 lat, a do wczoraj tak naprawdę sama nie wiedziałam co chcę robić w życiu. Gdyby nie babcia, nie pomyślałabym, że znajdę się w branży transportowej. Nie poszłabym do mechanika i nie trafiłabym na studia. Chociaż na studia pewnie bym trafiła, bo nie wyobrażałam sobie życia bez studiów. Dzisiejsze czasy i nie skończyć studiów? To niemożliwe – myślałam. Czasy są ciężkie i trzeba mieć dobre wykształcenie.
Po gimnazjum (w trakcie, tuż przed ukończeniem kiedy trzeba podejmować decyzję o dalszych losach) babcia wyczytała w gazecie, że w Mechaniku otwierają nowy kierunek, Technik spedytor. Pierwsze koty za płoty, robią przymiarkę, muszą się zareklamować. Doczytaliśmy, że ten kierunek ma związek z transportem, że w tej branży można zarobić dużo pieniędzy. Przekonałam się i pomyślałam czemu nie. Przynajmniej będę miała zawód szybciej niż rówieśnicy a na studia też mogę przecież później pójść. No i wkręciłam się, poczułam, że to może faktycznie jest to. Że to mogłaby być moja praca zawodowa. Nie wiedziałam jeszcze z jakimi konsekwencjami to się wiąże :). Znalazłam pracę po maturze, zdobyłam pierwsze doświadczenie. Nie potrafiłam znaleźć dla siebie innego powołania. Kontynuowałam naukę w tą stronę, poszłam na transport. Po drodze skacząc z firmy do firmy, zdobywałam coraz to nową wiedzę i poszerzyłam doświadczenie. Teraz mam w miarę stabilną pracę i jak na tą branżę bardzo mało nadgodzin i stresów. Dość dużo zawdzięczam w tej kwestii mężowi, który pokazał mi wiele rzeczy i pomagał w „stawianiu” pierwszych kroków. Przekazał mi część swojej wiedzy i pomógł w wielu przypadkach.
Kolejny rozwojowy czwartek.
Miłego wieczoru, A.
Jak się okazuje, to wszystko pozory. Wykształcenia nie trzeba mieć wcale, szczególnie w transporcie. Tutaj najważniejsza jest znajomość języka obcego. Ważne jest doświadczenie i to, co ma się w głowie. Tym wszystkim jednak sterują znajomości. Masz znajomości, możesz wszystko (no może prawie, w każdym razie możesz dużo więcej niż ktoś kto ich nie ma). Jeśli chodzi o znajomości nie mam ich zbyt wiele. Udało mi się jednak coś osiągnąć.
Zacznijmy od początku.
Po gimnazjum (w trakcie, tuż przed ukończeniem kiedy trzeba podejmować decyzję o dalszych losach) babcia wyczytała w gazecie, że w Mechaniku otwierają nowy kierunek, Technik spedytor. Pierwsze koty za płoty, robią przymiarkę, muszą się zareklamować. Doczytaliśmy, że ten kierunek ma związek z transportem, że w tej branży można zarobić dużo pieniędzy. Przekonałam się i pomyślałam czemu nie. Przynajmniej będę miała zawód szybciej niż rówieśnicy a na studia też mogę przecież później pójść. No i wkręciłam się, poczułam, że to może faktycznie jest to. Że to mogłaby być moja praca zawodowa. Nie wiedziałam jeszcze z jakimi konsekwencjami to się wiąże :). Znalazłam pracę po maturze, zdobyłam pierwsze doświadczenie. Nie potrafiłam znaleźć dla siebie innego powołania. Kontynuowałam naukę w tą stronę, poszłam na transport. Po drodze skacząc z firmy do firmy, zdobywałam coraz to nową wiedzę i poszerzyłam doświadczenie. Teraz mam w miarę stabilną pracę i jak na tą branżę bardzo mało nadgodzin i stresów. Dość dużo zawdzięczam w tej kwestii mężowi, który pokazał mi wiele rzeczy i pomagał w „stawianiu” pierwszych kroków. Przekazał mi część swojej wiedzy i pomógł w wielu przypadkach.Kończąc historię transportu – gdybym nie posłuchała babci nie mam pojęcia co robiłabym w życiu i gdzie bym teraz była. Zastanawiam się często co innego mogłabym robić, czym się zainteresować. Mam w głowie pustkę. Nie mam zainteresowań. Właściwie poza czytaniem i pisaniem niewiele rzeczy mnie interesuje, niewiele potrafię zrobić. Ale stopniowo to się zmienia, zaczynam dorastać i zmieniać swoje życie na lepsze. Mam już nawet pomysł na siebie i niekoniecznie wiążę moją przyszłość z transportem. Bądź co bądź to dość paskudna branża. Może dobrze płatna, jak się komuś uda (patrz poprzedni tekst), ale zajmuje wiele czasu i mocno obciąża psychikę. Człowiek cały czas żyje w stresie i musi być pod telefonem. Zabiera bardzo dużo życia prywatnego.
Mój pomysł rodził się i kiełkował od jakiegoś czasu, ale decyzję podjęłam z dnia na dzień od razu przechodząc do realizacji. Nawet nie zdążyłam rozglądnąć się za wszystkimi możliwościami. Okazja przyszła sama. Wystarczy teraz tylko poczekać na rozwój wydarzeń i cieszyć się własnym sukcesem.
Babciu, dziękuję. Gdyby nie Ty byłabym zupełnie innym, pewnie nieogarniętym w ogóle człowiekiem, który nie ma pojęcia co ze sobą zrobić. Teraz jestem na początku i na dole schodów, ale mam nadzieję, że już niedługo znajdę się dużo wyżej, tak jak Pani na drugim obrazku i będę pracowała sama na siebie, a nie pod czyjeś dyktando.
Kolejny rozwojowy czwartek.
Miłego wieczoru, A.



Komentarze
Prześlij komentarz