#PODRÓŻNIK# cz. 17 Spacer po tafli lodu

Coraz częściej przekonuję się, że spontaniczne decyzje i wybory są najlepsze. Ostatnio na spontanie pojechaliśmy w góry (patrz tutaj) dzisiaj wybraliśmy się na spacer. I jak to bywa przy okazji szybkiej i niespodziewanej decyzji ktoś musiał być źle przygotowany – moje kościołowe buty na spacer po błocie i zmarzniętym śniegu. Efekty były, jak można się spodziewać mizerne. Buty jakoś odratowałam, nadal nadają się do kościoła :). Całe szczęście, że są wygodne, bo w ostateczności spacer okazał się bardzo udany i zakończony szczęśliwym uśmiechem na twarzy. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak mocno się dotleniłam, a zawsze po spacerze na świeżym powietrzu czuję się rewelacyjnie. Przy okazji zrealizowałam założenie z tego podróżnika. Ostatnio mało chodzę i ciężko mi zrobić te 10 000 kroków dziennie. A gdzie w ogóle był spacer?
Miał być tylko kawałek przy brzegu jeziora, skończył się na obejściu jeziora na około z przeprawą przez „most zwodzony.” Po lodzie oczywiście też połaziliśmy, ale tylko w bezpiecznych miejscach. 
Swoją drogą zastanawia mnie, że ludzie są czasami tak lekkomyślni. Mróz jest niewielki, dziś nawet było na plusie i świeciło słoneczko, a ktoś łowił ryby na samym środku, ktoś inny jeździł na łyżwach po tafli jeziora. Że też oni się nie bali. Przecież to niebezpieczne. Chociaż kusiło mnie żeby pojeździć na łyżwach, ale nie odważyłabym się nawet gdybym miała je akurat wtedy ze sobą.

Ze spacerów zimą po jeziorach i morzu mam wspaniałe wspomnienia. W ramach podróżnika polecam Wam wybrać się kiedyś w miarę możliwości na taki spacer. Podrzucę dla zachęty kilka zdjęć. Te akurat są znad morza. 





Miłego tygodnia, A.

Komentarze

Popularne posty