Poświąteczne zamieszanie

I po Świętach. W tym roku krótko. Wykorzystałam ten czas maksymalnie leniwie. Jedzenia dużo nie było, w gościach się nie objadałam. Tak zwyczajnie. No może z wyjątkiem choinki i prezentów. Które dodały świątecznego uroku. Zabrakło mi śniegu, ale widocznie klimat już na dobre się zmienia. 
Odnośnie przygód Świątecznych. Trochę lenistwa w domu, trochę odwiedzin u rodziny. Pogoda niestety niezbyt sprzyjała. Mieliśmy plany na aktywne spędzanie czasu, ale nie wyszło. Jedyne świeże powietrze jakim się delektowaliśmy to to w drodze na wieczorną pasterkę i ewentualnie do samochodu. Byłam w gościach nad jeziorem i nawet nie widziałam tego jeziora. Nosa nie szło wynurzyć na zewnątrz. Wichur jakiś się zachciało. 
Jeśli chodzi o prezenty jak zwykle każdy dostał coś, czego się nie spodziewał a miało nie być niespodzianek :). Na kolejne prezenty zrobiliśmy już losowanie. Żeby było bardziej sprawiedliwie. Pula kasiory wyznaczona, będzie bardziej tajemniczo (przynajmniej mam taką nadzieję).

Pozostając w temacie prezentów chciałabym się pochwalić. Mój M. był pierwszy raz szczerze zadowolony ze swoich prezentów i były dla niego niespodzianką. Udało mi się dobrze pogłówkować :) To jego prezent urodzinowy ode mnie:

Miały być kameralne i "normalne". Ale jak zwykle musiałam wcisnąć swoje dwa grosze i wieczór zakończył się poważną wymianą zdań i standardowo już nieprzespaną nocą. 

Po świętach zdarzyło się już kilka irytujących sytuacji. Awantura w pracy zamiast "Dzień dobry," popsuty samochód. Swoją drogą wciąż zastanawiam się jakim cudem znalazł się akurat w tym miejscu, przecież było zupełnie nie po drodze. Ale facet jak widać potrafi. Wybrnęłam z nich z twarzą. Chociaż tyle udało mi się osiągnąć z moich przedświątecznych przemyśleń.

Z pozytywnych rzeczy wspomnę, że drugi raz w życiu jadłam tatara (oczywiście bez cebuli). Na własnym weselu miałam postanowienie, że spróbuję, ale byłam zbyt zajętą panną młodą :). Zaskoczył mnie jego smak, nie przepadam za surowym mięsem, nawet nie próbuję jak robię kotlety. Ale to tak samo jak nie przełknę cebuli a kiedyś jadłam ją jak jabłko. Upodobania się zmieniają :) I generalnie obie imprezy urodzinowe zorganizowane w ostatnim miesiącu przez moich rodziców były świetne. I ja potrafiłam zapanować nad sobą w kilku sytuacjach, a uwierzcie mi jest to bardzo trudne. Muszę bardzo dużo nad tym jeszcze popracować. I dzięki temu opanowaniu moja malutka Corsa musiała wieźć na dachu dwie choinki. Auta nie było prawie widać aż ludzie się śmiali. 

Wczorajsza rozmowa skutecznie doprowadziła mnie do poważnych przemyśleń. Będziemy mieli razem z M. plan i bardzo ważny cel do zrealizowania w Nowym Roku. Już niedługo podzielę się nim z Wami. Pracujemy nad strategią. 

Poza tym chciałabym spełnić chociaż część moich marzeń i postanowień. Zmotywować się do działania i odnaleźć szczęście w życiu. 

Tymczasem już teraz życzę Wam w tym kolejnym roku dużo szczęścia, uśmiechu na twarzy i niekończącej się motywacji. 

A. 

Komentarze

Popularne posty