#CZYTAJNIK# cz. 13 Fragment mojej twórczości.
Następnego dnia rano Weronika schowała zdjęcie do kieszeni i razem z Markiem poszli na autobus do Gorzowa. W Gorzowie mieszka ciocia Weroniki, u której planowali się zatrzymać. W końcu dotarli na miejsce. Po przywitaniu się z ciocią i przedstawieniu pokrótce całej historii ruszyli na poszukiwania. Weszli do pierwszego hotelu. Nie uzyskali żadnych przydatnych informacji. Pojechali do hotelu „Gorzów”. Wnętrze było schludne. Ściany pokrywała bordowa tapeta w jasne wzorki. Hotel był stosunkowo niewielki, ale posiadał odpowiedni klimat.
- Przepraszam pana – Weronika zagadnęła młodego recepcjonistę – czy moglibyśmy porozmawiać z szefem?
- Szefa obecnie nie ma. Mogę w czymś pomóc?
- Myślę, że w tym przypadku niestety nie. A kiedy moglibyśmy zastać szefa?
- Powinien być za jakiś kwadrans.
- Dziękuję. W takim razie poczekamy w waszej kawiarni.
Kawiarnia była niedaleko recepcji. Zajęli miejsce przy stoliku, z którego widać było hol. Zamówili sobie dużą porcję lodów i cierpliwie czekali. Marek, który siedział przodem w kierunku holu, zauważył, jak recepcjonista rozmawia z jakimś mężczyzną, wskazując w ich kierunku. Nie kończąc zamówionych przysmaków, wrócili do holu.
- Dzień dobry – przywitała się dziewczyna. – Jest pan szefem tego hotelu?
- Tak. W czym mogę wam pomóc?
- Szukamy pewnej kobiety. Nie mamy o niej zbyt wielu informacji. Wiemy tylko, że pracowała w którymś z gorzowskich hoteli. Domyślamy się również, że była z Austrii. Nie wiem, jak długo i kiedy mogła tutaj pracować.
- Nie przypominam sobie, żeby w ostatnim czasie pracowała u mnie jakaś kobieta z Austrii. Mam pewną recepcjonistkę, która mówi po niemiecku, ale jest z Polski. Jeśli chcecie, możecie sami z nią porozmawiać. Ma teraz drugie zmiany. O czternastej powinna być w pracy. A teraz przepraszam, muszę wracać do swoich obowiązków.
- Dziękujemy panu bardzo. Na pewno z nią porozmawiamy.
Była dwunasta. Mieli jeszcze dwie godziny wolnego. Nie było sensu szukać w innym hotelu. Może akurat ta kobieta jest tą, której szukają? Wrócili do domu ciotki. Weronika postanowiła zanotować wszystko, czego dowiedzieli się do tej pory. Wyjęła kartkę i starannym, zgrabnym pismem zapisała: „Laura Schönster. 22 lata. Data urodzenia 23.05.1989. Ojciec Kevin. Mieszkała na Kamiennej 51/4. Ciotka pracowała w hotelu.” Nie było tego za wiele. Wiedziała przecież, że nie będzie łatwo. Spodziewała się, że droga do znalezienia siostry będzie długa i pełna niespodzianek. Mimo wszystko nie zamierzała się poddać. Miała przy boku Marka, który bardzo ją wspierał.
Przed czternastą udali się ponownie do hotelu „Gorzów”. Na miejscu, gdzie wcześniej stał recepcjonista, zobaczyli teraz kobietę w wieku około czterdziestu lat. Podeszli do niej i zapytali, czy mogą chwilę porozmawiać. Upewniła się, że nie ma nowych klientów i poszła z nimi do stolika. Musiała tylko kontrolować sytuację w holu. Weronika pokrótce przedstawiła jej sytuację. Po chwili zastanowienia kobieta podjęła:
- Coś mówi mi to nazwisko. Skądś je kojarzę. Nie mogę niestety teraz przypomnieć sobie skąd. Muszę mieć chwilę do namysłu. Przepraszam, muszę obsłużyć klienta. Zaraz do was wrócę. – Udała się do holu, obsłużyła klienta i wróciła do stolika. – Muszę wykonać jeden telefon. Myślę, że wiem, kto może wam pomóc. – Wyjęła z kieszeni telefon komórkowy, wystukała na klawiaturze numer i wcisnęła przycisk połączenia. – Cześć, Mariola. Pamiętasz, jak kiedyś opowiadałaś mi o koledze ze studiów, Kevinie, który miał małą córeczkę? Mogłabyś przyjechać do mnie do hotelu? Jest tutaj dwoje młodzieńców, którzy szukają kontaktu z córką Kevina. Dobrze, do zobaczenia. – Rozłączyła się. – Za chwilę przyjedzie tutaj moja przyjaciółka, która studiowała z Kevinem na jednym roku. Myślę, że może wam pomóc. Muszę wracać do pracy. Zaczekajcie tutaj, proszę.
Po dziesięciu minutach do stolika, przy którym siedzieli, przysiadła się kobieta podobna wiekiem do recepcjonistki.
- Dzień dobry – zaczął Marek – czy zna pani Kevina Schönstera?
- Tak, znam. Studiowałam z nim na jednym roku. Byliśmy przyjaciółmi. Czasami jeszcze piszemy do siebie. Niestety, tylko okazjonalnie.
- Zna pani to zdjęcie? – spytała Weronika, wyciągając z kieszeni fotografię, którą znalazła w domu.
- Oczywiście. To jest Kevin z żoną. Zaraz po skończeniu studiów, w lipcu, urodziła mu się córeczka. Niestety, nie potrafił dogadać się z żoną, musiał się wyprowadzić. Pojechał do siostry, a niedawno wrócił do Austrii. A skąd macie to zdjęcie?
- Jestem córką tej pani – powiedziała Weronika, wskazując na panią Zofię. – A to jest moja siostra, którą próbuję odnaleźć. Mogłaby pani nam pomóc?
- No cóż, dawno nie pisałam z Kevinem. Od kiedy się wyprowadził, nie utrzymujemy już stałego kontaktu. Z tego, co wiem, ma teraz nową rodzinę. Kiedy był w Gorzowie, mieszkał u siostry, na Wapiennej, w Goszczanowie. Jeśli chcecie, możecie się do niej wybrać. Na imię ma Julietta. Powinna wiedzieć więcej niż ja.
- Dziękujemy bardzo.
- Miło, że mogłam wam pomóc – powiedziała Mariola i odeszła od stolika.
Weronika wyjęła kartkę z notatkami i dopisała nowe informacje: „Siostra Kevina mieszka na Wapiennej. Na imię ma Julietta.”
Na rozmowie z panią Mariolą zeszło im trochę czasu. Było już sporo po szesnastej. Nie było jednak jeszcze za późno, żeby pójść na Wapienną i poszukać pani Julietty. Wrócili do Goszczanowa. Nie mieli jednak dokładnego adresu. Zapytali przypadkowego przechodnia, gdzie mogą jej szukać.
- Niestety, nie znamy nazwiska. Wiemy tylko, że na imię ma Julietta i mieszka gdzieś tutaj.
- A, to tam. – Wskazał domek na końcu ulicy. – Tam ją znajdziecie.
- Dziękujemy. Do widzenia.
Poszli we wskazanym kierunku. Zapukali do drzwi:
- Dzień dobry – przywitali się, kiedy otworzyła im dziewczyna w wieku lat dziesięciu. – Zastaliśmy może mamusię? – Byli przekonani, że to córka Julietty.
- Mama jest w pracy. Wróci późno wieczorem.
- A kiedy moglibyśmy ją zastać? Chcielibyśmy z nią porozmawiać.
- Nie wiem. Mama długo pracuje.
- Co się stało? – Z wnętrza mieszkania wyłoniła się starsza kobieta. – O co chodzi?
- Szukamy pani Julietty. Musimy z nią porozmawiać – odezwał się Marek.
- Julietta? To moja córka. O co chodzi?
- Widzi pani, pani Julietta jest ciocią mojej siostry, Laury.
- Siostry? Nie bardzo rozumiem. Wejdźcie, proszę – zaprosiła ich do środka. – Czy to znaczy, że Laura ma siostrę? Nigdy nic takiego nie słyszałam.
- Widzi pani, sama niedawno dowiedziałam się, że mam siostrę. Poznaje pani to zdjęcie? – Pokazała jej fotografię. – To jest moja mama, Laura i jak się domyślam pani syn, Kevin. Mama powiedziała mi, że pan Kevin nie chciał zostawić jej córki, kiedy się pokłócili. Stracili kontakt. Postanowiłam ją odnaleźć. Dowiedziałam się, że pan Kevin wyprowadził się po kłótni do pani Julietty. Dlatego chciałam z nią porozmawiać i odnaleźć siostrę.
- Nie wiedziałam, że Laura ma siostrę. Wszystkie fakty się zgadzają, więc możliwe, że to prawda. Niestety, od kiedy Kevin się wyprowadził, nie utrzymujemy kontaktów. Julietta powinna niedługo wrócić. Pewnie jest lepiej poinformowana ode mnie. Jeśli chcecie, możecie na nią poczekać.
Kobieta zajęła się swoimi obowiązkami, a Weronika z Markiem zostali sami w dużym salonie. Cały dom był niemałych rozmiarów. Widać było, że mieszkający w nim ludzie mają sporo pieniędzy. Wszystko było szykowne i eleganckie. Pokój, w którym siedzieli, był niewielki, ale za to bardzo przytulny. Miał niecałe piętnaście metrów kwadratowych. Ściany pomalowane były pomarańczową farbą, która nadawała mu niezwykle ciepły klimat. Na nich wisiały zdjęcia w ozdobnych ramkach. Natomiast podłoga pokryta była ciemnopomarańczową wykładziną. Przy drzwiach, po lewej stronie mieściła się duża dębowa szafa. Obok stała mała czerwona sofa przykryta czerwonopomarańczową narzutą w paski. Dalej znajdował się stolik, na którym stała czarna lampka, porcelanowa skarbonka w kształcie świnki, ciemnoróżowe drewniane pudełeczko na różne drobiazgi oraz okrągła podstawka na kadzidełka. Nad stolikiem wisiał sosnowy regał składający się z dwóch półek, na których były poustawiane książki. Po przeciwnej stronie drzwi znajdowały się duże drewniane okna zasłonięte pomarańczowo-żółtymi zasłonkami we wzorki. Przy następnej ścianie umieszczona była szafka, na której stał czarny telewizor. Nieopodal usytuowana była piękna zielona palemka rosnąca w pomarańczowej doniczce, która dodawała uroku całemu pokojowi. Z dużego okna na bocznej ścianie widać było zadbany ogródek z basenem rozstawionym na zielonej trawie. Pokój był bardzo ciepły, schludny i przytulny. Siedząc na wygodnej sofie, dziewczyna przyglądała się wnętrzu, które wzbudziło jej zachwyt. W pewnym momencie do pokoju weszła brunetka podobna do Kevina, którego widziała na zdjęciu.
- Pani Julietta? – zapytała Weronika.
- Tak, to ja.
- Moglibyśmy z panią porozmawiać o pani bracie? – spytała.
- Czy coś mu się stało?
- Nie – powiedziała niepewnie – nie wiem. Wszystko zaraz pani opowiem.
- Proszę bardzo. Może herbaty? – Zaśmiała się.
- Jeśli można, to poprosimy – odezwał się Marek.
Rozglądali się po pokoju, w czasie kiedy gospodyni szykowała herbatę.
- Słucham, o co chodzi? – spytała kobieta, niosąc herbatę.
- Znalazłam to podczas ostatnich porządków. – Pokazała kobiecie zdjęcie. – Tam jest pani brat, moja mama i siostra.
- Jak to?
- Zaraz pani opowiem, proszę słuchać. Mama mi opowiadała, że pan Kevin przyjechał za nią do Polski po tym, jak poznali się na wycieczce. Najpierw mieszkali z moją babcią, a potem się wyprowadzili na Kamienną. Mama urodziła Laurę i między nimi coś się nie układało. Mama wróciła do babci, a pani brat zabrał córkę i przyszedł tutaj, do pani.
- Ojej, jaka malutka Laura. Niedługo to ona będzie miała takie maleństwo. – Zapatrzyła się w zdjęcie. – Przepraszam. No tak, mieszkał ze mną jakiś czas. Potem poznał Katherinę i wyprowadził się do niej, do Austrii. Mamie nie podoba się Katherina, dlatego nie odwiedzają nas zbyt często. Zapewne próbujesz skontaktować się z siostrą?
- Tak. Mogłaby mi pani pomóc?
- Na szczęście to nie będzie konieczne. Laura z bratem przyjeżdża do mnie za trzy tygodnie na wakacje. Będziecie mogły się spotkać.
- Naprawdę? Mogę przyjść do pani i zobaczyć siostrę?
- Oczywiście, przyjdź za miesiąc. Na pewno tutaj będą.
- Ale – zawahała się dziewczyna – czy ona umie mówić po polsku?
- Oczywiście. Przyjeżdża do mnie i uczę ją. Bardzo jej się podoba ten język.
- Dziękuję bardzo. Bardzo mi pani pomogła. Pójdziemy już. Nie będziemy pani przeszkadzać. Do widzenia.
- Dziękujemy bardzo – odezwał się milczący do tej pory Marek.



Komentarze
Prześlij komentarz