#CZYTAJNIK# cz. 12 Nora Roberts – Noc na bagnach Luizjany
Declan Fitzgerald nawet sam nie wiedział, dlaczego jakiś wewnętrzny głos kazał mu porzucić intratną praktykę adwokacką w Bostonie i kupić zapomniany, walący się dwór, dziedzibę starego rodu Manetów. Postanowił przywrócić Manet Hall do dawnej świetności i w nim zamieszkać mimo pogłosek, że dwór nawiedzają duchy... Razem z uroczą Angeliną Simone starają sie poznać pilnie strzeżony sekret rodziny Manetów.Tej amerykańskiej pisarki nie znałam zupełnie od takiej strony. Ta książka bardzo mocno mnie zaskoczyła. Nito romans ni kryminał, to takie pomieszanie z poplątaniem. Fantastyka.
Po przeczytaniu pierwszych linijek miałam dość duże obiekcje co do tego czy ta książka to dobry wybór. Opis bagna i okolicy wzbudził we mnie poczucie braku sensu tej historii i odrzucenie. Zwykle nie zniechęcam się już na początku: próbuję brnąć dalej, zagłębiając się w sens. I tym razem się nie przeliczyłam. Książka targała moimi emocjami, kartka po kartce. Postać Abigail wywoływała szczęście i uśmiech. Kiedy tuliła dziecko włączał się we mnie instynkt macierzyński. Robiła to z taką delikatnością, znaną tylko kobiecie. Wzbudziło to we mnie podziw i miłość do małej Marie Rose. Takie słodkie, niewinne maleństwo. Czar prysł kiedy pojawiła się postać bardzo kontrowersyjna, kobieta bez uczuć i bez grama skrupułów – Josephine. Okropna bohaterka, która wzbudziła we mnie gniew. Szargała moimi myślami w każdą stronę. Ani przez chwilę nie pozwoliła myśleć o sobie pozytywnie. Autorka wykreowała ja na postać budzącą same negatywne emocje. Od pierwszej chwili, kiedy tylko pojawiła się w treści cały nastrój z zakochania i przyjemności przerodził się w gniew i obrzydzenie. W głowie pojawiły mi się same czarne obrazy i odczuwałam smutek.
Kiedy akcja przeniosła się w czasie, bohaterowie budzili radość, uśmiech i szczęście. Przeżywałam ich losy utożsamiając się z ich odczuciami. Do momentu, kiedy autorka po raz kolejny wprowadziła postać budzącą lęk i strach. Matka Angeliny kobieta bezduszna, bez skrupułów przywłaszczała sobie cudze przedmioty. Bardziej współczesna Josephine. Jej brak szacunku do córki i samej siebie wzbudzał we mnie obrzydzenie, a wręcz nawet odruch wymiotny. Miałam ochotę podrzeć kartki na strzępy i usunąć ją stamtąd. Wprowadziła kolejne rozdarcie w mojej głowie, doprowadziła do złości, podniosła wręcz ciśnienie.
Pełna podziwu jednak jestem właśnie dla Angeliny. Ona jest postacią zdecydowaną, która wie czego chce od życia, ale z drugiej strony również rozbitą wewnętrznie, która boi się zaangażować w jakikolwiek związek. Jej delikatność rozczula i wzbudza sympatię, a jej stanowczość sprowadza na ziemię i wywołuje silne, zdecydowane uczucie spełnienia.
Declan zaś wprowadza spokój i wyciszenie. Pozwala na ustatkowanie emocji.
Jest to jedna z niewielu powieści, które tak zdecydowanie szastały moimi emocjami. Dla mnie to zupełnie nowy gatunek, połączenie kryminału z romansem. Rozwiązywanie tajemnicy z przeszłości i borykanie się z problemami teraźniejszości.
Moja ocena 4/5.
Kolejna recenzja: Paula Hawkins Dziewczyna z Pociągu.


Komentarze
Prześlij komentarz