#CZYTAJNIK# cz. 11. Służące i kolejny fragment mojej twórczości
Z racji braku możliwości nic nowego dawno nie czytałam. Mam jednak w zanadrzu jedną pozycję, która utknęła mi gdzieś w pamięci. Skoro siedzi mi w głowie, to jest warta polecenia.
Służące, Kathryn Stockett.
Teraz jest promocja -35%, jeśli jest jeszcze ktoś, kto kupuje książki :)
Akcja koncentruje się relacjach czarnoskórych kobiet służących w domach białych rodzina na południu Stanów Zjednoczonych w latach 60. XX wieku. Jednak pod warstwą tematyki rasistowskiej autorka ukryła pokłady uniwersalnych rozważań nie tylko o istocie człowieczeństwa i tolerancji, ale przede wszystkim o zmaganiu się ze stereotypami, o przezwyciężaniu strachu, o ograniczeniach, którym wszyscy podlegamy i które pragniemy znieść. I wreszcie o przyjaźni i solidarności, których siła potrafi zdziałać cuda. Służące to świetnie napisana książka o zaskakująco wyzwalającej mocy.
Moje wrażenia? Bardzo pozytywne. Zaskoczyło mnie, że Aibileen wraz z dziennikarką udało się namówić inne czarnoskóre kobiety do wyznań i wyjawienia skrywanych tajemnic, które poniżały niektórych pracodawców, czyli tzw. białych. Aibileen miała w sobie dość determinacji żeby nie poddawać się od razu i zebrać koleżanki, tworząc kontrowersyjne historie.
Dla fanów mojej twórczości wklejam kolejny fragment.
Następnego dnia Marek czekał już na przyjaciółkę. Był ciekawy całej historii i gdy tylko Weronika przyszła, opowiedziała mu wszystko po kolei przy porcji lodów i kawie mrożonej. Kiedy chłopak poznał już w skrócie całą historię, udali się na ulicę Kamienną. Była to krótka, spokojna uliczka w Goszczanowie. Weszli do klatki numer 51. Udali się na piętro, pod drzwi z numerem 4. Delikatnie zapukali. Drzwi otworzyła wysoka, szczupła blondynka w wieku około pięćdziesięciu lat.
- Dzień dobry. Czy moglibyśmy z panią porozmawiać? – zaczęła nieśmiało Weronika.
- Ale o czym? – niepewnie spytała kobieta.
- Chciałam znaleźć pewną osobę. Mieszkała kiedyś w tym mieszkaniu.
- Mieszkam tutaj od dwudziestu jeden lat. Nie wiem, czy mogę wam pomóc.
- Myślę, że może pani – zaczęła dziewczyna. – Pamięta pani może, kto mieszkał tutaj przed panią?
- O ile mnie pamięć nie myli, mieszkało tutaj młode małżeństwo z dzieckiem. Kiedy się wyprowadzali, dziewczynka była jeszcze malutka. Miała jakiś rok, może troszkę więcej. A kogo dokładnie szukacie?
- Poszukujemy dziewczyny, która teraz ma około dwudziestu dwóch lat. Z tego, co wiemy, mieszkała wcześniej w tym mieszkaniu. Pamięta pani może, jak nazywało się to małżeństwo?
- Niestety, nie pamiętam. Z tego, co wiem, mężczyzna był obcokrajowcem. Niezbyt płynnie mówił po polsku. Nie utrzymywałam z nimi kontaktów. Załatwiliśmy tylko niezbędne formalności i nasze drogi się rozeszły.
- W takim razie dziękuję za informację. Do widzenia.
Weronika nie dowiedziała się zbyt wiele. Mogła jedynie przypuszczać, że rodzina mieszkająca wcześniej w tym mieszkaniu może być rodziną, której szuka. Może sąsiedzi coś wiedzą? Postanowili z Markiem, że zapukają do drzwi z numerem 3. Otworzyła im wiekowa kobieta w okularach, z krótkimi siwymi włosami:
- Dzień dobry – przywitała się brunetka. – Czy możemy z panią chwilę porozmawiać?
- Oczywiście. Wejdźcie proszę – zaprosiła ich do środka. Patrząc na Weronikę, wydawało jej się, że skądś ją zna. Nie wiedziała jednak skąd. – W czym mogę wam pomóc? – zapytała, wskazując ręką sofę w salonie.
- Poszukujemy informacji o rodzinie, która mieszkała kiedyś w mieszkaniu naprzeciwko. Czy mogłaby pani powiedzieć nam coś więcej?
- Kiedy się tutaj wprowadziłam dwadzieścia trzy lata temu, mieszkało tutaj dwoje młodzieńców. Kobieta była Polką, a mężczyzna jakimś obcokrajowcem. Niedługo po moim zamieszkaniu tutaj urodziła im się córeczka. Tylko... zaraz... – próbowała sobie przypomnieć – jak oni się nazywali? Sch...
- Schönster? – podsunęła.
- Tak, właśnie. Schönster.
W tej właśnie chwili staruszka skojarzyła fakty. Dziewczyna, z którą właśnie rozmawia, podobna była do poprzedniej lokatorki. Możliwe, że była jej córką.
- Wie może pani, gdzie teraz mieszkają? - spytała Weronika.
- O ile dobrze pamiętam, matka dziewczynki po roku się wyprowadziła – zaczęła opowiadać kobieta. - Poszła mieszkać do matki. Pan Kevin nie oddał jej córki. Rozwiedli się. Mieszkał tutaj jeszcze jakiś miesiąc. Pewnego ranka zapukał do mnie i powiedział: „Gdyby ktoś pytał, gdzie teraz mieszkam, to jestem u siostry.” Już go potem nie widziałam.
- A wie pani może, gdzie mieszka ta siostra?
- Niestety, nie wiem, ale przypadkiem usłyszałam, że pracowała w jakimś hotelu w Gorzowie.
- A jak ona się nazywa?
- Nigdy jej nie widziałam ani nic o niej nie słyszałam. Nic więcej niestety wam nie powiem.
- Dziękujemy, bardzo nam pani pomogła – powiedział Marek.
- Pozdrów mamę od pani Zmarzlakowej – powiedziała kobieta, gdy już odchodzili.
W domu Weronika musiała opowiedzieć wszystko mamie, która była bardzo zainteresowana całą sprawą. Nie miała wyjścia, musiała wtajemniczyć we wszystko męża. Dość miała już ukrywania prawdy.
- Pani Zmarzlakowa cię pozdrawia – powiedziała na koniec dziewczyna.
- Ach... To taka miła kobieta. Tyle lat minęło, a ona nadal mnie pamięta. Ale na ulicy na pewno by mnie nie poznała. Postarzałam się. – Roześmiała się. – Liczę na ciebie, córeczko. Na pewno uda ci się znaleźć Laurę.
Teraz rozwojowy czwartek nr 11.
Miłego dnia, A.
P.S. Mam nową pozycję do czytania. Dbam przy okazji o kręgosłup :). Kiedy leżę na plecach, pod lędźwie podkładam zwinięty w rulon ręcznik, kiedy chcę czytać na boku zwijam się w kulkę (tak jakbym rękami miała trzymać kostki) super sposoby naciągania kręgów. Jak dla mnie dość wygodne pozycje.



Komentarze
Prześlij komentarz