#CZYTAJNIK# cz. 7 Czarny Książe i nowa bohaterka
Tak mnie wciągnęła ta książka, że pokusiłam się o napisanie recenzji. Szczerze polecam. Nie czytałam innych polskich kryminałów, ale ta książka urzekła moje serce.
Kolejny fragment "Tajemnicy":
Laura mieszkała w Austrii. Była zwykłą dziewczyną, która w maju kończyła dwadzieścia dwa lata. Była brązowooką brunetką średniego wzrostu. Miała chłopaka, Pawła. Był Polakiem, ale mieszkał tymczasowo w Austrii. Pracował na budowie i wynajmował pokój. Poznali się przypadkiem, na spacerze. Laura cieszyła się, bo przynajmniej miała jedną kochaną osobę przy boku. Rzadko przychodził do niej do domu. Macocha nikogo nie wpuszczała. Częściej widywali się u niego, w wynajmowanym pokoju. Mieszkała z ojcem, macochą i młodszym bratem, Thomasem. Nie lubiła swojego domu, nie czuła się w nim dobrze. Kilka lat temu dowiedziała się, że Katherina nie jest jej matką. Ojciec nie chciał powiedzieć, gdzie jest prawdziwa matka. Wspomniał tylko, że już nigdy jej nie zobaczy, ponieważ ta kobieta nie jest jej warta. Macocha traktowała ją jak Kopciuszka. Nikomu z jej znajomych nie wolno było wejść do domu. Każdą wolną chwilę starała się spędzać poza domem. Na wakacje jeździła do ciotki i babci, do Polski. W tym roku też tam miała pojechać, na cały miesiąc, w sierpniu.
Siedziała właśnie przy stole w swoim pokoju, czytając jakąś książkę przy słabym świetle lampki. Był wieczór, godzina 18.00. Ktoś położył dłonie na jej ramionach. Odwróciła się powoli. Zobaczyła Pawła, który stał z bukietem kwiatów w rękach.
– Jak się tu dostałeś? – spytała zdziwiona. – Przecież ojciec nikogo nie wpuszcza.
– Mam swoje sposoby – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem na twarzy. – Ojca i Katheriny chwilowo nie ma w domu. Thomas mnie wpuścił.
No tak, nigdy nie interesowała się sprawami ojca, tak samo jak on jej. Nie interesowała się tym, co się dzieje w domu. Liczyła tylko na to, że nie będzie kolejnej awantury. Te zdarzały się często, szczególnie kiedy Katherina skarżyła na nią ojcu.
– Przebierz się i chodź. Mam coś dla ciebie. Zaczekam w restauracji, wiesz, tej naszej ulubionej.
Nie zdążyła mu nawet odpowiedzieć, bo Paweł był już na korytarzu. Zdawał sobie sprawę, że nie powinno go tutaj być. Nie miała pojęcia, jak powinna się ubrać. Nie wiedziała, jaką Paweł ma niespodziankę. Przebrała się w coś bardziej eleganckiego, nie wypadało iść do kawiarni w dresach. Wdziała materiałową, przewiewną sukienkę w kwiatki i płaskie sandałki wiązane rzemykiem. Na wierzch zarzuciła żółty żakiecik i mogła wychodzić. Nikomu nie musiała mówić, że wychodzi. I tak nikogo to nie interesowało. Wzięła do torebki telefon i klucze i ruszyła do restauracji. Nie miała daleko. Ich ulubiony lokal znajdował się tuż za rogiem następnej ulicy. Przytulna restauracyjka z miłym wnętrzem usytuowana na poboczu, przy parku. Kiedy weszła do środka, ujrzała tylko puste stoliki ponakrywane czerwonymi obrusami, które pasowały do bordowego koloru ścian. Światło było przyciemnione. Na stolikach paliły się świeczki. Pawła nigdzie nie było widać. Zaczęła się rozglądać. Może siedział gdzieś w kącie? Nigdzie go jednak nie widziała. Podszedł do niej kelner:
– Panna Schönster? – zapytał.
– Tak.
– Proszę do stolika. Paweł za chwilę przyjdzie – powiedział i wskazał jej stolik.
Dziwne. Mówił, że będzie tutaj czekał, a to ona musi czekać na niego. Nie spiesząc się, usiadła i zaraz w drzwiach ujrzała swojego chłopaka. Niósł ze sobą ten sam bukiet, który już widziała. Uśmiechnęła się do niego z daleka. Odwzajemnił uśmiech i zaraz siedział naprzeciw niej. Poprosił kelnera o wazon na kwiaty. Złapał ją za rękę.
– Wiesz, że bardzo cię kocham, prawda? Dlatego zarezerwowałem dzisiaj dla nas stolik – mówił, a dziewczyna słuchała w milczeniu. – Nasze mieszkanie w Goszczanowie jest już prawie gotowe. We wrześniu będziemy mogli się przeprowadzić. Aby dopełnić formalności, chciałbym spytać, czy zostaniesz moją żoną? – Mówiąc to, wyjął z kieszeni pierścionek zaręczynowy, otworzył pudełko i pokazał zaskoczonej dziewczynie.
– Oczywiście – odpowiedziała bez zastanowienia, chociaż była zdziwiona. Miała nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, ale nie spodziewała się oświadczyn właśnie dzisiejszego wieczoru.
Zadowolony chłopak założył jej na palec pierścionek i pocałował ją delikatnie.
Ustalili, że ślub wezmą w sierpniu i zamieszkają w Polsce.
Laura była w trzecim tygodniu ciąży. Następnego dnia miała się o tym dowiedzieć oficjalnie, odbierając badania od lekarza. Paweł jeszcze nic nie wiedział. Cieszyła się, że będzie miała pociechę. Będzie miała kogo przytulić i kołysać do snu. Teraz, kiedy już wiedziała, że z tym właśnie mężczyzną wiąże swoją przyszłość, mogła mu o tym powiedzieć. Musiała się jednak do tego przygotować i odebrać od lekarza wyniki, które ostatecznie potwierdzą, że zostanie mamusią. Wtedy bez zastanowienia pójdzie do Pawła i powie mu, że zostanie tatusiem. Teraz jednak cieszyła się, że należy już teraz tylko do niego. Ślub to tylko formalność.
Kolejny rozwojowy czwartek tutaj.
Miłego dnia, A.
Pierwsza książka ze zbrodnią w tle Pani Katarzyny jaką czytałam. Bardzo dobrze napisana, ciekawy sposób opisywania miejsc intymnych i scen wyzwalających zmysły. Inspektor Paul de Bries ślepo zakochany w pięknej Konstancji nie przyjmuje do wiadomości, że jego ukochana jest tak zepsutą kobietą. Nie może się pogodzić, że będzie musiał wydać na nią wyrok śmierci. A piękna Konstancja wykorzystuje swoje uroki osobiste, uwodzi dwóch mężczyzn jednocześnie i oddala od siebie wszelkie podejrzenia.Zaskakujące zakończenie, które sprawiło, że będę tą książkę wspominać bardzo długo.
Laura mieszkała w Austrii. Była zwykłą dziewczyną, która w maju kończyła dwadzieścia dwa lata. Była brązowooką brunetką średniego wzrostu. Miała chłopaka, Pawła. Był Polakiem, ale mieszkał tymczasowo w Austrii. Pracował na budowie i wynajmował pokój. Poznali się przypadkiem, na spacerze. Laura cieszyła się, bo przynajmniej miała jedną kochaną osobę przy boku. Rzadko przychodził do niej do domu. Macocha nikogo nie wpuszczała. Częściej widywali się u niego, w wynajmowanym pokoju. Mieszkała z ojcem, macochą i młodszym bratem, Thomasem. Nie lubiła swojego domu, nie czuła się w nim dobrze. Kilka lat temu dowiedziała się, że Katherina nie jest jej matką. Ojciec nie chciał powiedzieć, gdzie jest prawdziwa matka. Wspomniał tylko, że już nigdy jej nie zobaczy, ponieważ ta kobieta nie jest jej warta. Macocha traktowała ją jak Kopciuszka. Nikomu z jej znajomych nie wolno było wejść do domu. Każdą wolną chwilę starała się spędzać poza domem. Na wakacje jeździła do ciotki i babci, do Polski. W tym roku też tam miała pojechać, na cały miesiąc, w sierpniu.
Siedziała właśnie przy stole w swoim pokoju, czytając jakąś książkę przy słabym świetle lampki. Był wieczór, godzina 18.00. Ktoś położył dłonie na jej ramionach. Odwróciła się powoli. Zobaczyła Pawła, który stał z bukietem kwiatów w rękach.
– Jak się tu dostałeś? – spytała zdziwiona. – Przecież ojciec nikogo nie wpuszcza.
– Mam swoje sposoby – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem na twarzy. – Ojca i Katheriny chwilowo nie ma w domu. Thomas mnie wpuścił.
No tak, nigdy nie interesowała się sprawami ojca, tak samo jak on jej. Nie interesowała się tym, co się dzieje w domu. Liczyła tylko na to, że nie będzie kolejnej awantury. Te zdarzały się często, szczególnie kiedy Katherina skarżyła na nią ojcu.
– Przebierz się i chodź. Mam coś dla ciebie. Zaczekam w restauracji, wiesz, tej naszej ulubionej.
Nie zdążyła mu nawet odpowiedzieć, bo Paweł był już na korytarzu. Zdawał sobie sprawę, że nie powinno go tutaj być. Nie miała pojęcia, jak powinna się ubrać. Nie wiedziała, jaką Paweł ma niespodziankę. Przebrała się w coś bardziej eleganckiego, nie wypadało iść do kawiarni w dresach. Wdziała materiałową, przewiewną sukienkę w kwiatki i płaskie sandałki wiązane rzemykiem. Na wierzch zarzuciła żółty żakiecik i mogła wychodzić. Nikomu nie musiała mówić, że wychodzi. I tak nikogo to nie interesowało. Wzięła do torebki telefon i klucze i ruszyła do restauracji. Nie miała daleko. Ich ulubiony lokal znajdował się tuż za rogiem następnej ulicy. Przytulna restauracyjka z miłym wnętrzem usytuowana na poboczu, przy parku. Kiedy weszła do środka, ujrzała tylko puste stoliki ponakrywane czerwonymi obrusami, które pasowały do bordowego koloru ścian. Światło było przyciemnione. Na stolikach paliły się świeczki. Pawła nigdzie nie było widać. Zaczęła się rozglądać. Może siedział gdzieś w kącie? Nigdzie go jednak nie widziała. Podszedł do niej kelner:
– Panna Schönster? – zapytał.
– Tak.
– Proszę do stolika. Paweł za chwilę przyjdzie – powiedział i wskazał jej stolik.
Dziwne. Mówił, że będzie tutaj czekał, a to ona musi czekać na niego. Nie spiesząc się, usiadła i zaraz w drzwiach ujrzała swojego chłopaka. Niósł ze sobą ten sam bukiet, który już widziała. Uśmiechnęła się do niego z daleka. Odwzajemnił uśmiech i zaraz siedział naprzeciw niej. Poprosił kelnera o wazon na kwiaty. Złapał ją za rękę.
– Wiesz, że bardzo cię kocham, prawda? Dlatego zarezerwowałem dzisiaj dla nas stolik – mówił, a dziewczyna słuchała w milczeniu. – Nasze mieszkanie w Goszczanowie jest już prawie gotowe. We wrześniu będziemy mogli się przeprowadzić. Aby dopełnić formalności, chciałbym spytać, czy zostaniesz moją żoną? – Mówiąc to, wyjął z kieszeni pierścionek zaręczynowy, otworzył pudełko i pokazał zaskoczonej dziewczynie.
– Oczywiście – odpowiedziała bez zastanowienia, chociaż była zdziwiona. Miała nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, ale nie spodziewała się oświadczyn właśnie dzisiejszego wieczoru.
Zadowolony chłopak założył jej na palec pierścionek i pocałował ją delikatnie.
Ustalili, że ślub wezmą w sierpniu i zamieszkają w Polsce.
Laura była w trzecim tygodniu ciąży. Następnego dnia miała się o tym dowiedzieć oficjalnie, odbierając badania od lekarza. Paweł jeszcze nic nie wiedział. Cieszyła się, że będzie miała pociechę. Będzie miała kogo przytulić i kołysać do snu. Teraz, kiedy już wiedziała, że z tym właśnie mężczyzną wiąże swoją przyszłość, mogła mu o tym powiedzieć. Musiała się jednak do tego przygotować i odebrać od lekarza wyniki, które ostatecznie potwierdzą, że zostanie mamusią. Wtedy bez zastanowienia pójdzie do Pawła i powie mu, że zostanie tatusiem. Teraz jednak cieszyła się, że należy już teraz tylko do niego. Ślub to tylko formalność.
Kolejny rozwojowy czwartek tutaj.
Miłego dnia, A.



Komentarze
Prześlij komentarz