#PODRÓŻNIK# cz. 4 Przesiądź się na rower
Rower – pojazd dwukołowy napędzany siłą mięśni.
I właśnie dzięki temu, że musimy pedałować i wkładać w to jakiś wysiłek jazda rowerem jest bardzo przyjemna. Nie dość, że spędzamy czas na świeżym powietrzu, dotleniamy się to jeszcze spalamy zbędne kalorie. Nie trzeba przecież jeździć nie wiadomo ile i nie wiadomo jak szybko. WystarczySport to zdrowie, a rower jest sportem. Dlatego zachęcam do częstszego korzystania z niego. Jak miałam bliżej do pracy, jeździłam rowerem. Teraz chętnie nadal bym jeździła, ale niestety mam za daleko. Nawet na zakupy można jechać. Wystarczy zaopatrzyć się w jakiś koszyk.
Mam nadzieję, że lato zbyt szybko się nie skończy i jeszcze popracuję nad moją kondycją rowerową.
Ostatnio mąż powiedział mi, że dobry miałam pomysł, że wyciągnęłam go na rower. Nic wielkiego a ile może dać szczęścia. Uśmiech od ucha do ucha pomimo lekkiego zmęczenia i dobry humor do końca dnia.Zwykle nasza trasa rowerowa jest mało wymagająca, kilka górek do pokonania.

Lubimy jednak czasami wybrać sobie bardziej wymagającą i dalszą trasę. Planujemy cały dzień spędzić na rowerach. W tym sezonie mieliśmy dwie próby. Każda skończyła się ucieczką przed burzą :) Najpierw ścieżką rowerową wzdłuż wybrzeża Dziwnów-Rewal (ok. 60 km w dwie strony) kawałek jechaliśmy plażą i droga powrotna bardziej na skróty, ale też z przyspieszeniem, bo burza szybko nas dogoniła. Zmoknięci i zmęczeni, ale w ostateczności byliśmy szczęśliwi. Drugie podejście trasa wzdłuż Wału przy Warcie Gorzów – Nowiny Wielkie (ok. 30 km). Kolejny raz chmury i burza dały się we znaki. W połowie drogi zboczyliśmy z trasy i uciekliśmy na wioskę. Przeczekaliśmy pod wiatą autobusową i jakoś dotarliśmy na pociąg. Była to jedna z droższych podróży pociągiem. Bilet na rower dwa razy droższy niż dla nas. Na mapie zaznaczyłam na czerwono faktyczną trasę a na niebiesko punkt docelowy. W ostateczności kilometry wyszły podobne. Mimo przygód nie poddajemy się i dość dużo jeździmy rowerem, ale wybieramy raczej krótsze trasy np. na działkę, a tam zaliczam wywrotkę i chodzę z bandażami na rękach kolejne dwa tygodnie. Na szczęście tylko jednorazowo. Nie każda wycieczka tak się kończy.Kolejna wycieczka nad morze z rowerami już w towarzystwie brata była bardziej udana. Pustkowo-Pogorzelica-Pustkowo (ok km) i cały dzień zleciał. Nogi obolałe i na drugi dzień nie wsiadłam już na rower. A dla mojego brata to był tylko trening, bo jakiś czas później pojechał rowerem do Głogowa (ok. 160 km).
Rowerem dojedziesz wszędzie. Może trochę wolniej, ale pod same drzwi.



Komentarze
Prześlij komentarz