#CZYTAJNIK# cz. 4 Moje polecenia do przeczytania i kolejny fragment książki
Książki, które polecam w tym tygodniu:
Jeździec miedziany – Paullina Simons
Niewidzialny most - Julie Orringer – Szmaragdowa seriaDziewczynka w czerwonym płaszczyku - Roma Ligocka
Nie ponaglaj rzeki i Pod purpurowym niebem - James Conroyd Martin
Moje postępy w rozwojowych czwartkach:
Niewidzialny most - Julie Orringer – Szmaragdowa seriaDziewczynka w czerwonym płaszczyku - Roma Ligocka
Nie ponaglaj rzeki i Pod purpurowym niebem - James Conroyd Martin
Paullina Simons urodziła się w Leningradzie (ZSRR) w 1963r. Kiedy miała 10 lat wyemigrowała razem z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Najbardziej znaną powieścią Simons jest wydany w 2000r. w USA Jeździec miedziany (The Bronze Horseman). Pisarka przedstawia w nim losy romansu Tatiany i Aleksandra w objętym wojną Leningradzie. Z jej powieści przeczytałam wszystkie o losach Tatiany i Aleksandra ()Jeździec Miedziany,Tatiana i Aleksander,Ogród letni i dodatkowo Dziewczyna na Times Square
Szmaragdowa Seria to dzieje rodzin w trudnych czasach. Perypetie miłosne i dramaty historii splatają się, tworząc fascynujące wielowątkowe opowieści. Niewidzialny most to powieść o miłości wystawionej na ciężką próbę, o żydowskiej rodzinie, walczącej o przetrwanie, i trzech braciach, których łączy szczególnie silna więź.
Dodatkowo czytałam jeszcze kilka książek o narkomankach. My dzieci z dworca zoo, Pamiętnik narkomanki. Poruszające historie dające do myślenia.
Dalsza część mojej powieści:
Minął tydzień. Wyszła ze szpitala. Wróciła do domu. Nogę nadal miała w gipsie. Chodziła o kulach. Ciągle nie mogła dojść do siebie po tamtym wydarzeniu. Zbliżył się dzień pogrzebu. Poszła na cmentarz. Stała zapłakana, z zapuchniętymi oczami i żegnała się z Mateuszem. Już nigdy go nie zobaczy. Nachyliła się nad trumną i złożyła swój ostatni pocałunek na jego zimnych, martwych ustach.
Była 18.00. Weronika leżała w pokoju na zielonej pościeli, wpatrując się w biały sufit. Już doszła do siebie po tym nieszczęśliwym wypadku. Jakoś funkcjonowała. Kiedy była sama, myślami przenosiła się gdziekolwiek. Nie potrafiła jeszcze przebywać w samotności. Potrzebowała czyjegoś towarzystwa. Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk komórki.
- Hej – to był Marek – zechciałabyś pójść ze mną na spacer?
– Bardzo chętnie, ale zapomniałeś chyba, że mam nogę w gipsie.
– To będę u ciebie za dziesięć minut. Niczym się nie przejmuj – powiedział i rozłączył się.
Wiedział, że dziewczyna w głębi serca przeżywa jeszcze tamten wypadek. Wiedział, że potrzebuje teraz wsparcia. Nie naciskał na nią. Chciał dać jej wystarczająco dużo czasu, tak aby mogła sama wszystko sobie poukładać. Liczył na to, że się zaprzyjaźnią.
Przyszedł punktualnie. Werka była już gotowa. Pomimo gipsu na nodze jakoś sobie poradziła. Ubrała się ciepło. Marek nie chciał powiedzieć, dokąd idą. Posadził ją na sanki i ciągnął po zaśnieżonych chodnikach. Kiedy dotarli na miejsce, blondyn zasłonił jej oczy. Gdy zdjął rękę z jej okularów, ujrzała wspaniały widok. Była piękna pogoda. Słońce świeciło ostro, tak jak może świecić tylko zimowe słońce. Nie czuło się wiatru, przynajmniej w miejscu, gdzie byli. Cieszyła się, że mogła z bliska podziwiać te piękne widoki. Przed nią stały ośnieżone sosny. Spomiędzy gałęzi jednej z nich wychylał się okrągły księżyc. Wszędzie było biało, ale biel zupełnie inaczej wyglądała na gałęziach wysokich majestatycznych sosen, a zupełnie inaczej na surowych, nagich chodnikach. Miała wrażenie, że miękkie czapy zwisające z ciemnozielonych gałęzi są wręcz ciepłe, przytulne, tak jakby stanowiły ochronę dla drzew. Natomiast płaty śniegu leżące w załomach szarych chodników były zimne, nieprzyjemne. Zupełnie jakby to były dwa rodzaje śniegu. Spojrzała wyżej. Ponad szczytami sosen było już tylko niebo. Nie było widać żadnej, nawet najmniejszej chmury, tylko ostry, chłodny błękit. Było zupełnie cicho. Od czasu do czasu po twarzy gładził ją lekki wiatr. Jeszcze nigdy nie widziała tak pięknego widoku. Cieszyła się, że tutaj przyszła. To była taka odskocznia od rzeczywistości. Podobało jej się to miejsce.
– Jak tu romantycznie – odezwała się w końcu. – Cieszę się, że mnie tu przywiozłeś.
– Mógłbym tak stać tutaj z tobą do końca świata.
Zrobiła mu miejsce na sankach. Usiadł. Milczeli. Przytuliła się do niego. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek wyjdzie z domu o tak późnej porze? Nie żałuje, że dała się namówić. To był wariacki pomysł, ale jej się podobał. Pocałowała go w policzek.
– Dziękuję – powiedziała.
Nie odczuwali chłodu. Było im przyjemnie. Nie chcieli wracać do domu, ale nie było wyjścia. Marek odwiózł ją pod dom i poszedł do siebie.
Nikt nie zauważył, że nie było jej całą noc. Nikt o nic nie pytał, a brunetka nie miała zamiaru nikomu nic mówić.
Ze szmaragdowej serii przeczytałam tylko ten jeden tytuł. Ale oczywiście zamierzam przeczytać pozostałe: Edward Rutherfurd - Londyn, Nowy Jork, Paryż, Chantel Acevedo - Cuda przeszłości, Eugen Rude - W czasach, gdy ubywało światła, Christina Baker-Kline, -Sieroce pociągi, Maria Stepnova - Kobiety Łazarza
Dodatkowo czytałam jeszcze kilka książek o narkomankach. My dzieci z dworca zoo, Pamiętnik narkomanki. Poruszające historie dające do myślenia.
Dalsza część mojej powieści:
Minął tydzień. Wyszła ze szpitala. Wróciła do domu. Nogę nadal miała w gipsie. Chodziła o kulach. Ciągle nie mogła dojść do siebie po tamtym wydarzeniu. Zbliżył się dzień pogrzebu. Poszła na cmentarz. Stała zapłakana, z zapuchniętymi oczami i żegnała się z Mateuszem. Już nigdy go nie zobaczy. Nachyliła się nad trumną i złożyła swój ostatni pocałunek na jego zimnych, martwych ustach.
- Hej – to był Marek – zechciałabyś pójść ze mną na spacer?
– Bardzo chętnie, ale zapomniałeś chyba, że mam nogę w gipsie.
– To będę u ciebie za dziesięć minut. Niczym się nie przejmuj – powiedział i rozłączył się.
Wiedział, że dziewczyna w głębi serca przeżywa jeszcze tamten wypadek. Wiedział, że potrzebuje teraz wsparcia. Nie naciskał na nią. Chciał dać jej wystarczająco dużo czasu, tak aby mogła sama wszystko sobie poukładać. Liczył na to, że się zaprzyjaźnią.
Przyszedł punktualnie. Werka była już gotowa. Pomimo gipsu na nodze jakoś sobie poradziła. Ubrała się ciepło. Marek nie chciał powiedzieć, dokąd idą. Posadził ją na sanki i ciągnął po zaśnieżonych chodnikach. Kiedy dotarli na miejsce, blondyn zasłonił jej oczy. Gdy zdjął rękę z jej okularów, ujrzała wspaniały widok. Była piękna pogoda. Słońce świeciło ostro, tak jak może świecić tylko zimowe słońce. Nie czuło się wiatru, przynajmniej w miejscu, gdzie byli. Cieszyła się, że mogła z bliska podziwiać te piękne widoki. Przed nią stały ośnieżone sosny. Spomiędzy gałęzi jednej z nich wychylał się okrągły księżyc. Wszędzie było biało, ale biel zupełnie inaczej wyglądała na gałęziach wysokich majestatycznych sosen, a zupełnie inaczej na surowych, nagich chodnikach. Miała wrażenie, że miękkie czapy zwisające z ciemnozielonych gałęzi są wręcz ciepłe, przytulne, tak jakby stanowiły ochronę dla drzew. Natomiast płaty śniegu leżące w załomach szarych chodników były zimne, nieprzyjemne. Zupełnie jakby to były dwa rodzaje śniegu. Spojrzała wyżej. Ponad szczytami sosen było już tylko niebo. Nie było widać żadnej, nawet najmniejszej chmury, tylko ostry, chłodny błękit. Było zupełnie cicho. Od czasu do czasu po twarzy gładził ją lekki wiatr. Jeszcze nigdy nie widziała tak pięknego widoku. Cieszyła się, że tutaj przyszła. To była taka odskocznia od rzeczywistości. Podobało jej się to miejsce.
– Jak tu romantycznie – odezwała się w końcu. – Cieszę się, że mnie tu przywiozłeś.
– Mógłbym tak stać tutaj z tobą do końca świata.
Zrobiła mu miejsce na sankach. Usiadł. Milczeli. Przytuliła się do niego. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek wyjdzie z domu o tak późnej porze? Nie żałuje, że dała się namówić. To był wariacki pomysł, ale jej się podobał. Pocałowała go w policzek.
– Dziękuję – powiedziała.
Nie odczuwali chłodu. Było im przyjemnie. Nie chcieli wracać do domu, ale nie było wyjścia. Marek odwiózł ją pod dom i poszedł do siebie.
Nikt nie zauważył, że nie było jej całą noc. Nikt o nic nie pytał, a brunetka nie miała zamiaru nikomu nic mówić.
Moje postępy w rozwojowych czwartkach:
100 celów: mam wypisane 30, co jakiś czas dopisują nowe
ćwiczenie nr 2 chyba nikomu nie sprawia problemów :)
Wyrób sobie nawyk:
Po kolei:
- codzienna dawka ruchu (min 30 minut)
- min 1 litr wody
- miłe słowa
- min 1 owoc lub warzywo
- ograniczenie kawy
- nie marudzić
Najwięcej kłopotów mam z marudzeniem - niestety moja największa wada i chyba przyzwyczajenie. Picie kawy to moja świadoma decyzja żeby jednak ją wypić. Bo to kobiecie zabroni :) Kobieta zmienną jest i postanowiłam, że szkoda odmawiać sobie czegoś, co jest przyjemne.
Kolejny rozwojowy czwartek.
Miłego wieczoru, A.







Komentarze
Prześlij komentarz