Nie umiem przeklinać...
Spotkałeś kiedyś człowieka, który nie przeklina? Myślę, że nie.
A dlaczego?
Wyobraź sobie rozmowę ze zdenerwowanym człowiekiem. Co słyszysz? Co drugie słowo lub zamiast przecinków wkradają się przekleństwa. Słowa na k, ch, pi itp są na porządku dziennym. Słyszymy je praktycznie codziennie, ba nawet kilka razy w ciągu dnia. Sami też używamy ich bez skrupułów.
Nie trzeba nawet być zdenerwowanym. Słownictwo tego typu, czyli wulgaryzmy stały się dla nas normalnością. Są tak "wklejone" w nasze życie, że praktycznie nie zwracamy na nie szczególnej uwagi. Otaczamy się nimi, traktujemy je jak zwykłe wyrazy występujące w naszym języku. Znajdują się co prawda w słownikach i encyklopediach, ale są zaznaczone jako wulgarne.
Nie przeszkadza Wam to?
Mi bardzo.
Najbardziej denerwuje mnie, kiedy widzę małego brzdąca, który ledwo wyrósł nad ziemię a jest obeznany w tego typu słownictwie niż niejeden dorosły. A dorośli często jeszcze dodatkowo dopingują takiemu maluchowi, śmieją się, bo przecież k**** brzmi w jego ustach tak zabawnie. Dziecko nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji, brnie dalej w zabawę. Nic dziwnego, że w późniejszym okresie dojrzewania nie reaguje kiedy ktoś przeklina w jego otoczeniu. Przecież to normalny język i słowa, które słyszy od urodzenia.
Dlaczego o tym piszę?
Właśnie masz okazję poznać dziewczynę, która nie potrafi przeklinać.
Dziwne, prawda?
A jednak.
Nie odnalazłam jeszcze przyczyny (myślę, że ma podłoże psychiczne). Znam większość wulgaryzmów, otaczam się nimi. Nie potrafię jednak ich używać. Nie przechodzą przez moje usta.
Odnosząc się do obrazka, mogę napisać, że jest to po części prawda. Ktoś kiedyś powiedział mi, że to dobre, bo potrafię być silna, nie ulegam pokusie i potrafię stawić opór społeczeństwu. Piszę, że jest to prawda tylko po części, ponieważ ode mnie nie wymaga to żadnych wyrzeczeń. Nic mnie to nie kosztuje. Mam pewną psychiczną blokadę. która hamuje wypływ wulgaryzmów. Myślę czasami, że wypadałoby przeklnąć, ponieważ sytuacja tego wymaga. Nie robię tego. Opanowuję się i nie wyrzucam nic na zewnątrz. Dla większości jest to dziwne. Dla mnie to normalność.
Nie mam potrzeby używania wulgaryzmów i czuję się z tym bardzo dobrze. Cierpią jedynie moje uszy, które "bolą mnie" za każdym razem kiedy słyszę coś brzydkiego. Szczególnie z ust najbliższych.
Nauczyłam się z tym żyć. Zachęcam Was chociaż do ograniczenia używania przekleństw.
Miłego dnia. A.
Nie trzeba nawet być zdenerwowanym. Słownictwo tego typu, czyli wulgaryzmy stały się dla nas normalnością. Są tak "wklejone" w nasze życie, że praktycznie nie zwracamy na nie szczególnej uwagi. Otaczamy się nimi, traktujemy je jak zwykłe wyrazy występujące w naszym języku. Znajdują się co prawda w słownikach i encyklopediach, ale są zaznaczone jako wulgarne.
Nie przeszkadza Wam to?
Mi bardzo.
Najbardziej denerwuje mnie, kiedy widzę małego brzdąca, który ledwo wyrósł nad ziemię a jest obeznany w tego typu słownictwie niż niejeden dorosły. A dorośli często jeszcze dodatkowo dopingują takiemu maluchowi, śmieją się, bo przecież k**** brzmi w jego ustach tak zabawnie. Dziecko nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji, brnie dalej w zabawę. Nic dziwnego, że w późniejszym okresie dojrzewania nie reaguje kiedy ktoś przeklina w jego otoczeniu. Przecież to normalny język i słowa, które słyszy od urodzenia.
Dlaczego o tym piszę?
Właśnie masz okazję poznać dziewczynę, która nie potrafi przeklinać.
Dziwne, prawda?
A jednak.
Nie odnalazłam jeszcze przyczyny (myślę, że ma podłoże psychiczne). Znam większość wulgaryzmów, otaczam się nimi. Nie potrafię jednak ich używać. Nie przechodzą przez moje usta.
Odnosząc się do obrazka, mogę napisać, że jest to po części prawda. Ktoś kiedyś powiedział mi, że to dobre, bo potrafię być silna, nie ulegam pokusie i potrafię stawić opór społeczeństwu. Piszę, że jest to prawda tylko po części, ponieważ ode mnie nie wymaga to żadnych wyrzeczeń. Nic mnie to nie kosztuje. Mam pewną psychiczną blokadę. która hamuje wypływ wulgaryzmów. Myślę czasami, że wypadałoby przeklnąć, ponieważ sytuacja tego wymaga. Nie robię tego. Opanowuję się i nie wyrzucam nic na zewnątrz. Dla większości jest to dziwne. Dla mnie to normalność.
Nie mam potrzeby używania wulgaryzmów i czuję się z tym bardzo dobrze. Cierpią jedynie moje uszy, które "bolą mnie" za każdym razem kiedy słyszę coś brzydkiego. Szczególnie z ust najbliższych.
Nauczyłam się z tym żyć. Zachęcam Was chociaż do ograniczenia używania przekleństw.
Miłego dnia. A.




Komentarze
Prześlij komentarz