#CZYTAJNIK#. cz.1

Od dzisiaj na blogu będę umieszczała wpisy pod nazwą #CZYTAJNIK#. Znajdziecie tu informacje i fragmenty ciekawych książek, moje opinie oraz moją własną twórczość. Tak do poczytania na odprężenie. 




Zacznę od mojej książki.


Ale najpierw historia jej wydania.

Od zawsze lubiłam pisać. Moje wypracowania w szkole miały często po 10-15 kartek. Ania z Zielonego Wzgórza to jedna z książek, które przeczytałam kilka razy (całą serię). W czasach końca gimnazjum i początku technikum zaczytywałam się w książkach M. Musierowicz. „Jeżycjada” to młodzieńcza seria książek. Przygody i perypetie rodziny Borejko. Wiem, dość późno dorosłam, moi rówieśnicy czytali już poważniejsze książki.

Pomyślałam sobie pewnego dnia, że może sama coś napiszę. Przecież to nic trudnego. Znalazłam jakiś zeszyt i zapisywałam wszystkie pomysły. Później przeniosłam się na komputer. Powstało wiele historii bez zakończenia, otwarte i „zarysowane”. Po jakimś czasie (gdzieś w klasie maturalnej) skleiłam z kilku tych historii jakąś w miarę spójną całość, dodałam zakończenie, wydrukowałam i zaniosłam pani polonistce. Zdziwiła się, ale przejrzała. Oceniła, że nie jest źle. Jakiś potencjał miałam. W międzyczasie wysłałam plik do kilku wydawnictw. Odezwały się dwa. Wybrałam wydawnictwo Radwan. Dopełniliśmy formalności i w maju, tuż przed maturą książka została wydana. Pierwsze zamówienie i moje egzemplarze przyszły jak należy. Kiedy sprzedałam pierwsze egzemplarze i pierwsze wrażenie opadło, zamówiłam kolejne. Do dnia dzisiejszego (4 lata!) książki do mnie nie dotarły. Wydawnictwo nie reagowało na wiadomości, telefon milczał. Aż pewnego dnia dostałam wiadomość e-mail z informacją, że okres umowy wydawniczej dobiega końca i trzeba wykupić resztę książek. Minęło tyle czasu a on się obudzili! Od razu zaczęłam bombardować ich wiadomościami. O swoje się upominają a mnie przez 4 lata mieli w d… . Oczywiście tłumaczenia, że nie mieli wydrukowanych książek i im się nie opłacało. Kasę wziąć to już się opłacało! Przy okazji wykorzystując internet, dowiedziałam się, że oszukują nie tylko mnie. Mają praktykę. Naciągają młodych autorów i robią im nadzieję na popularność a potem nie wypłacają pieniędzy. Tłumaczyli, że nie sprzedali odpowiednio dużo egzemplarzy żeby coś mi się należało. Nie mogę tego sprawdzić. Nie dostałam rozliczenia, które miało być dostępne w panelu użytkownika na stronie wydawnictwa. Z niemocy skonsultowałam się z prawnikiem. Nie mam podstaw żeby wykupić nie sprzedane egzemplarze. To oni jako pierwsi nie dotrzymali umowy – nie przedstawili rozliczenia. Pan prezes podczas tej burzliwej konwersacji e-mailowej sam przyznał, że nie dostałam zamówienie, ponieważ nie drukowali książek do przodu, więc teraz też nie mają papierowych wydruków. Jak zapłacę pieniądze to mi wydrukują!
Zwykła próba oszustwa. Nic im nie zapłaciłam, a oni póki co milczą.
Gdyby nie mój mąż, który nauczył mnie dociekliwości, pewnie dałabym się naciągnąć. Czego jeszcze mnie nauczył? Czytaj tutaj.

W ostateczności moja książka jest mało dostępna, ale sam fakt, że ma okładkę i mam ją na półce jest dla mnie dużym osiągnięciem.

W kolejnym wpisie z cyklu umieszczę pierwszy jej fragment.

W ramach rozwoju polecam: Rozwojowy czwartek : ćwiczenie numer 1.

Dziś polecam: Przy pierwszym wejściu na stronę otrzymacie rabat 8% na zakupy ważny 7 dni. Zapisujcie się do newslettera aby otrzymać rabat.
Bez tytułu

Standardowo życzę miłego wieczoru, A.

Komentarze

Popularne posty