Boję się trawy

Jakiś czas temu natknęłam się na artykułO czym jest? Kleszcze.

Ostatnio bardzo niebezpieczne zwierzęta. Malutkie, czarne pajęczaki.
Gołym okiem ciężko je dostrzec. Niespostrzeżenie wbijają się w skórę. Od kiedy tylko pamiętam zawsze były w lasach i po każdym leśnym spacerze rodzice oglądali całe ciało w poszukiwaniu czarnych plamek.  Jak już jakiś się „zadomowił” wystarczyło wyjąć go pęsetą i po kłopocie.

Jak się okazuje teraz nie jest to takie proste. Kleszcze pojawiają się już wszędzie (trawy, krzewy i inne miejsca z zielenią). I stają się coraz bardziej groźne. Potrafią atakować stadami. Najgorsze, że robią to niespostrzeżenie. Tak jak komary żywią się krwią. Wybierają sobie jakieś miejsce na naszym ciele i się wbijają. Całe szczęście, że raczej nie wędrują. Po każdej wizycie w lesie (jak sama się przekonałam, nie tylko w lesie) należy bardzo dokładnie się obejrzeć. Delikatne miejsca jak pachwiny czy pachy są dość częstym miejscem ich żeru. Teoretycznie jeśli szybko go wyjmiemy (wykręca się go pęsetą) nie powinno nam nic być. Ja jednak jestem ostatnio bardziej ostrożna.

Od jakiegoś czasu coraz częściej słyszy się o boleriozie. Jest to choroba z rodzaju Borellia, którą przenoszą kleszcze. Okazuje się jednak, że kleszcze mogą przenosić również inne bakterie, np. Anaplasma i wirusa TBEV. Więcej na ten temat w artykule.

A dlaczego piszę, że boję się trawy? Od momentu przeczytania tego artykułu i przypadków, o których mówią, zwyczajnie boję się boleriozy. Złapałam w tym roku już cztery osobniki. Trzy zdążyły się wbić, jeden jeszcze nie. Jednego z nich złapałam na trawie, którą na działce sami pielęgnujemy. Człowiek się stara, kosi, pielęgnuje a pasożyt i tak tam wejdzie i jeszcze potrafi zaatakować. Dwa kolejne złapałam w lesie, podczas pierwszego, nie owocnego niestety jeszcze grzybobrania.

Na marginesie dzisiejsze było już udane.
Ostatni z kleszczy to dla mnie ciekawa historia. Mamy wakacje, organizuje się ogniska. Byliśmy właśnie na jednym w zeszły weekend. Cały wieczór siedzieliśmy w ogrodzie. Trawnik również zadbany i skoszony. Niby nic, impreza udana. Wieczorem następnego dnia coś załaskotało mnie w rękę. Patrzę, a tam maszeruje sobie czarny pajączek i szuka miejsca, gdzie może mnie ukąsić. Dziwne,  że przez taki czas się nie wbił.
Któregoś razu przy sprzątaniu coś łaziło mi po stopie. Strzepałam raz, drugi, przestało mnie łaskotać i denerwować. Zajęłam się dalej sprzątaniem. Wieczorem wydrapałam coś z kostki. Teoretycznie wyglądało jak kleszcz, ale nie jestem pewna czy na pewno. Wydłubałam żeby nic nie zostało pod skórą i spokój. Jakby miały atakować mnie jeszcze w mieszkaniu to chyba przeprowadzam się na Alaskę, tam przynajmniej wszystkie wymrozi.


Tymczasem miłego wieczoru. A.

Komentarze

Popularne posty